Zgodnie z przewidywaniami 12. sezon LPPL nie był w naszym wykonaniu zachwycający. Polityka oparcia zespołu wyłącznie o szkółkę i przewlekła skleroza sprawiły, że puchar skończył się dość szybko, a liga niemiłosiernie się dłużyła. Rzutem na taśmę skończyliśmy w środku tabeli, choć już wąchaliśmy się z grupą spadkową.
Klocków wpadło aż dwanaście, co w kontekście naszej gry i sklerozy wprawia w niemałe zdziwienie. Zawodnicy wciąż są młodzi, szkółka w tym sezonie, przy stałych, maksymalnych nakładach, wypracowała zysk na poziomie 2,6 mln palatynów. W tym sezonie celujemy we wzmocnienie pomocy, która gra bez rezerwowych, gdy wystawiona jest w piątkę. Rozważamy pożegnanie Bruno Mahlicha, zanim stwierdzi, że chce na emeryturkę, co z kolei wymagać będzie zasilenia obrony.
Planów na 13. sezon LPPL nie mamy ambitnych — utrzymać się w Primerze i napsuć krwi (tfu) Zielonce. Jak to się uda, to będziemy zadowoleni.
Tradycyjnie już dziękuję wszystkim trenerom wspólną zabawę. Oby i nadchodzący sezon był fajny, pełen zaskoczeń, a absencji trenerskich nie było wcale.
W wigilię półmetka ligi zremisowaliśmy z Zielonką na wyjeździe, co cieszy, choć jednocześnie smuci, bo Zielono-Żółci ewidentnie kuleją w tym sezonie. Gonimy Tropikanę, która nie dała się ograć w meczu otwarcia.
W czwartek puchar, więc gramy z PKSem. W niedzielę ligowy z PKSem, a potem już z górki — pucharowy z PKSem i ligowy z PKSem. Nie wiem, co wyjdzie z tego czwórmeczu, bo to prawdopodobnie wojna na wyniszczenie.
Po czterech spotkaniach z PKS Starość Dziadów wyszło wielkie nic. W lidze — przegrana i remis, a w pucharze — remis i wygrana. Całościowy bilans bramkowy (5-4) z lekkim przechyleniem w naszą stronę. Tym samym, zupełnym przypadkiem, awansowaliśmy do ćwierćfinałów pucharu, gdzie już w czwartek zmierzymy się z Drogowskazem. Teoretycznie jesteśmy faworytem, ale nie takie rzeczy się pierniczyło, a doświadczenie trenera drużyny przeciwnej raczej nie pomaga. Za to w lidze na pewniaka przyjmiemy u siebie (tfu) Zielonkę, co zapewne skończy się dla nas tragicznie.
Sezon mocno nas zaskoczył tym, że się zaczął. Jeszcze bardziej tym, że już za nami półmetek. Nie ma co się oszukiwać, że idzie nam dobrze. Idzie nam fatalnie. Nasze pośladki furkoczą, jak drzwi obrotowe na dworcu Warszawa Zachodnia. Całkiem możliwe, że nadchodzi nasz pierwszy raz w Segundzie, skoro nie potrafimy wygrać nawet z Futbeloean Asutasihser i remisujemy oba mecze.
Szczęściem znajomego komisji losującej drabinkę pucharową, po dwóch zwycięstwach 2:0 z Drogowskazem Las Vandas, jesteśmy w ćwierćfinale, a gramy z Wilkami, więc na tym szczęście się kończy.
Na domiar złego ze szkółki przychodzi do nas sam szrot, więc drużyna wygląda nie najlepiej. Trochę to smuci, bo Izrael zachowuje się, jakby planował odwiesić buty na kołek. Pozostaje mieć nadzieję, że jednak zostanie jeszcze na sezon, a młodziki przyjmą z godnością wyniki maszyny losującej na koniec sezonu.
Rzutem na taśmę ratujemy się przed spadkiem. Czy trener Bocian podłożył mecz? Nie pytam. Cieszę się, że zostajemy w Primerze i to po meczu przed własną publicznością. No i z tego, że kol. Ignacy upadł i sobie... pogra w Segundzie.
Na wielkie podsumowania jeszcze przyjdzie pora, ale już teraz dziękuję wszystkim za kolejny ciekawy sezon!
Zgodnie z przewidywaniami 13. sezon LPPL nie był w naszym wykonaniu zachwycający. Polityka oparcia zespołu wyłącznie o szkółkę i przewlekła skleroza sprawiły, że puchar skończył się dość szybko, a liga niemiłosiernie się dłużyła. Rzutem na taśmę skończyliśmy w środku tabeli, choć już wąchaliśmy się z grupą spadkową.
Klocków wpadło tylko dziesięć, co w kontekście naszej gry i sklerozy wprawia w niemałe zdziwienie. Bruno Mahlich stracił klocek i chyba ostatecznie stracił wolę gry, więc nie ma już co się oszukiwać. Liczę, że maszyna losująca będzie łaskawa i we wczesnej fazie sezonu szkółka da nam godne zastępstwo. Israel Ehiorobo też powoli podupada na zdrowiu, więc możliwe, że to będzie jego ostatni sezon.
Planów na 14. sezon LPPL nie mamy ambitnych — utrzymać się w Primerze. Sytuacja jest coraz gęstsza, a obawiam się, że limit farta na dwa sezony do przodu wyczerpaliśmy w meczu z Wilkami.
Tradycyjnie już dziękuję wszystkim trenerom wspólną zabawę. Oby i nadchodzący sezon był fajny, pełen zaskoczeń, a absencji trenerskich nie było wcale.
Na półmetku sezonu dumnie piastujemy drugie miejsce w tabeli od końca. Jest w tym trochę naszej zasługi, choć trzeba oddać przeciwnikom, że też przyłożyli do tego cegiełkę. Puchar też pożegnaliśmy, chociaż remis z Wilkami zawsze cieszy. Możliwe, że w końcu trafimy do Segundy i Zielonka (tfu!) zostanie ostatnią aktywną w lidze drużyną, która nigdy nie spadła z Primery.
Nie zmieni to jednak naszej polityki prowadzenia drużyny samą szkółką. W składzie pozostają czterej piłkarze, którzy byli kupieni na rynku transferowym. Najmłodszy stażem sprowadzony został w październiku 2022 roku.
(—) Franklin Garamond
Namiestnik Palatynatu Leocji
Przy wspólnym wysiłku trenerów Radzivona Nowe Razorno, NK Anna-Konstancin, Tropikany Złote Piaski, nieobecności trenera AFC Neustrand i moich przebłyskach udało się utrzymać w Primerze. Składam za to serdeczne podziękowania dla wszystkich zaangażowanych w ten sukces i do Matki Prokrastynacji za otoczenie mnie swoją szczególną opieką.
Tym samym zakończyliśmy 15. sezon LPPL na miejscu 6. A żeby było weselej, Dougi Jameson został królem strzelców, zdobył najwięcej punktów, a cała drużyna zaliczyła najwyższe w sezonie zwycięstwo (6:0 z AFC Neustrand).
Raport nie zachwyca. Na szczęście ubytek klocków był minimalny, ale przyrostów też nie było szczególnie dużo. Do tego dochodzi konieczność odmłodzenia ataku i uzupełnienia obrony. Nadal będziemy rzeźbić wykorzystując wyłącznie szkółkę. Jest ciężko, szorujemy po dnie, ale daje to satysfakcję.
(—) Franklin Garamond
Namiestnik Palatynatu Leocji
Kolejny sezon na ostatniej prostej wypływamy na milimetry nad strefę spadkową i znów nie dajemy się spuścić do Segundy. Ile w tym naszej zasługi, a ile zawdzięczamy kolegom z dywizji, to już nie nam oceniać. Do tego zagraliśmy w finale Pucharu, co w ogóle nie było w planach. Nie ma wątpliwości, że Matka Prokrastynacja wciąż łaskawym okiem spogląda na naszą drużynę.
Klocków wpadło kilka. Najbardziej ucieszył Rajmund Lajkó, który dostał aż dwa cieplutkie. Niestety z drugiej strony Patmore i Wimmer stracili po jednym, bo w tym sezonie bardzo słabo przybierali na WRkach. W tym sezonie chyba trzeba będzie ich pożegnać, bo to najpewniejsza oznaka rychłej emeryturki. Niestety system losowania zawodników ze szkółki w tym sezonie nie przyniósł nikogo wartościowego i pojawiają się wątpliwości co do tempa zastępowalności pokoleń. Tu trzeba będzie usiąść i pomyśleć.
Tradycyjnie już dziękuję wszystkim trenerom wspólną zabawę. Oby i nadchodzący sezon był fajny, pełen zaskoczeń, a absencji trenerskich nie było wcale.