Zabawne, jak celnie Twoje własne słowa opisują Twój pierwotny post. Być może ciężko Ci jest się odnieść, bo brak Ci racjonalnych argumentów. Nie oczekuj więc wiele więcej w kwestii komentarza...
Przyjmuję, że czyta Pan dyskusję i zauważa, że jestem otwarty na dyskusję i z chęcią odpowiadam wszystkim, którzy nawiązują do mojej wiadomości. Niestety, Pańska wypowiedź zahacza trochę o chęć otrzymania statuetki mistrza ciętej riposty, tylko ani ona cięta, ani trafna.
Wyrażenie przez Ciebie obaw co do ryzyka nadmiernej biurokracji w gronie osób, które aktywnie jej unikają na każdym kroku, jest albo wyrazem nieczystych intencji, albo odkryciem własnej ignorancji, albo obliczonym ciosem poniżej pasa.
Zakładam, że w skład nowej organizacji będzie wchodzić nie tylko społeczeństwo Leocji. Ale także inne mikronacje, dlatego nie można stwierdzić, że potrzeba tworzenia zbiurokratyzowanej struktury zarządczej nie powstanie. Otwarte społeczeństwo Leocji niestety zareagowało agresywnie tylko dla tego, że krytycznie patrzę na tworzenie organizacji centralnie zarządzających. Dość powiedzieć, że w krótkim odstępie czasu zostałem nazwany trollem, wzywano do szykanowania mnie i postawiono wprost zdanie, że albo bawię się na Waszych zasadach albo mogę się wylogować z mikronacji, czemu (to akurat troszeczkę mnie smuci) wtórował sam Namiestnik Romanów.
Agresja została wywołana przez moją niechęć do mikronacyjnej biurokracji, a jak wszyscy powtarzają takich planów nie ma. Dlaczego więc nikt nie napisał "Panie, spokojnie... Żadnej biurokracji nie będzie"? Zrobił to dopiero Szanowny Pan Garamond, za co dziękuję. Reszta urządziła sobie polowanie.
Utwierdza mnie w niej fakt, że w pierwszym zdaniu otwierającego postu Czcigodny Romański zaznaczył bardzo wyraźnie, że jest to "lista niekompletna". Nie przedstawił tego, jako gotowego projektu, nie zaprosił jeszcze do rozmów kogokolwiek z zagranicy, a Twoje reakcja była taka, jakby ktoś zaraz miał nastawać na nietykalność granic innych mikronacji. Tak naprawdę skrytykowałeś sam pomysł w jego zalążku, nie odnosząc się do niego w zasadzie w żadnych konkretach.
W wątku padło sformułowanie, iż to wszystko jest już w zasadzie klepnięte. Musi Pan przyznać, że nie brzmi to jak pomysł w zalążku. Nie wiem co powoduje, że ten fakt został pominięty w Pana wypowiedzi.
W swojej pierwszej wiadomości otwarcie podjąłem się krytyki tworzenia organizacji na wzór starego OPM. Skrytykowałem chęć tworzenia biurokratycznych instytucji narzucających pewne normy i standardy.
Wyraziłem również poparcie dla wspierania inicjatyw kulturalnych i sportowych, wymieniłem nawet jedna z nich, która zyskała range międzynarodowej bez kontroli zewnętrznej organizacji i zauważam, że to jest kierunek, w którym powinniśmy podążać. I w taki sposób można kreować także wspomniane kody państw itd. Wszystko poprzez powtarzalność i stopniowe przyłączanie się do tej inicjatywy kolejnych osób.
Skrytykowałem jednocześnie zakładanie organizacji standaryzujących te dane, gdyż jestem otwarty na różnorodność i jeśli ktoś nie chce się dostosować, chce tworzyć własne zasady to niech tak robi. Nie może jednak z tego powodu być wyalienowany.
Właczając się do dyskusji warto przyjrzeć się całej wypowiedzi, spojrzeć na nią w pełnej perspektywie, zamiast chwytać się nazwy wyrwanej z kontekstu.
I znowu odwołam się właśnie do dyskusji, do której czytania Pan mnie zachęca. I znowu muszę zauważyć, że nazwa OPM nie padła tylko w pierwszym poście, ale była wymieniana kilkukrotnie. Jednemu z dyskutujących łezka się nawet w oku kręci na myśl o dawnym OPM (jak widać są różne odczucia) i znowu nikt nie napisał tam, że pomysł ten nie zakłada powrotu do zasad starej organizacji. Różnica jest taka, że nie pojawiła się krytyka, więc nie było potrzeby tak heroicznego ataku. W toku dyskusji jednak nikt nie sprostował mylnego założenia uczestników rozmowy, aż do momentu mojej wypowiedzi.
Nasze połączone doświadczenie mikronacyjne możemy przekuć w coś produktywnego, warto skupić się na tym co możemy zrobić, zamiast na tym, co może się nie udać.
Zdecydowanie tak to powinno wyglądać. Dlatego też sam zauważam, że jeśli chcemy się organizować, potrzebne są instytucje kreujące, a nie zarządzające. Społeczeństwo mikronacyjne jest zawsze zdeterminowane, by realizować swoje pomysły, więc uda się wszystko. Trzeba jednak być otwartym również na dyskusję, by w razie czego skorygować troszeczkę myślenie.
Reszta wypowiedzi nie jest skierowane w moją stronę, dlatego też nie będę się rozpisywać. Cieszy mnie jednak, iż jest tutaj głos rozsądku i nie wszyscy żyją w bańce, która pęka, gdy nagle ktoś postanowił się wyrazić zdanie odmienne od grupy.
Walka "Joachim Cargalho vs. Cały świat" na pewno byłaby interesująca, ale zdecydowanie bezowocna. Dlatego miło, że są osoby otwarte na dyskusje. Nie można ich za to krytykować.