Do mnie coraz bardziej przemawia podkreślony fragment, o którym wspominała @Karolina von Lichtenstein w swoim niedawnym felietonie, ten nieszczęsny ownership.
Nieszczęsny, bo człowiekowi się naprawdę nie chce w miejscu odpoczynku i rozrywki brać na swoje barki ciężaru odpowiedzialności mniejszej czy większej wagi. Z drugiej strony, gdy się czyta choćby ostatnie dyskusje w Lumerii, trudno wyzbyć się wrażenia, że pomimo — chyba naturalnych — oczekiwań pod adresem grona obywateli, by poczuli część tej odpowiedzialności za dobro wspólne, po prostu nie sposób skutecznie budować mikronacji bez zaangażowanej i stale obecnej władzy.




