Przykładów można wymieniać bez liku. Oczywiście sprzeniewierzali się oni całkowicie swymi działaniami chrześcijaństwu jako wierze tj. działali kompletnie niezgodnie z jej zasadami, tak czynili to jako chrześcijanie i w imieniu swojej wspólnoty religijnej (z inwencji własnej, na zlecenie głowy wspólnoty, za jej przyzwoleniem, przy odpuszczeniu kary za wystąpienia przeciwko zasadom wiary itd.).
W momencie w którym wiara przestaje być wiarą per se, a zostaje wepchnięta w jakieś ramy, zawłaszczona, ustrukturyzowana, zhierarchizowana, to zachodzi ryzyko, że prędzej czy później stanie się mechanizmem lub narzędziem kontroli, indoktrynacji i relatywizacji działań w jej imię. I zupełnie nieistotne jaka to wiara - tak działo się u wszelkiej maści pogan, działo się i dzieje w odłamach chrześcijaństwa, islamu, judaizmu i w każdej innej religii. Tak samo można rozpatrywać wszelkie ideologie, różne grupy społeczne. Trzeba mieć tego świadomość, by móc się przed tym uchronić.
I zgadzam się tutaj z Szanownym Panem Grünerem, że i wierzącym i niewierzącym szacunek się należy. Po prostu każdemu.
Dlatego też takie stwierdzenia są nie na miejscu. Wiara w swej istocie to nie sposób na ogłupianie. Z psychologicznego punktu widzenia wiara pozwala zaspokoić potrzebę bezpieczeństwa, daje poczucie przynależności, pełni rolę autoterapii, stanowi moralny kompas itd. itp. Mówiąc ogólniej — stanowi dla wielu ludzi wartość dodaną, często bardzo potrzebną. Nie każdy ma żołnierską psychikę twardą jak suchary specjalne SU-2, więc potrzebuje tego rodzaju wsparcia. Rozumiem stosunek do kościoła katolickiego jako instytucji i poniekąd go podzielam, ale mimo wszystko należałoby uszanować to, że ludzie mają potrzebę wiary. Kościół katolicki to najgorsze co mogło przytrafić się chrześcijaństwu, ale to nie wina chrześcijaństwa i trzeba mieć tego świadomość.



