Dzisiaj miały miejsce dwie koronacje -
JKM Aleksandra, Króla Dreamlandu i Scholandii, oraz
Jana V, Króla Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Na tę okazję, w ramach prezentu, postanowiliśmy podarować obu monarchom po antałku pewnych leockich specjałów, a które przekazał im Czcigodny Namiestnik Romański podczas stosownych uroczystości.
By przydać temu dniu właściwej atmosfery, żebyśmy mogli świętować ten ważny dzień razem z obywatelami Dreamlandu i Rzeczypospolitej, postanowiliśmy przeznaczyć dwie beczki tych zacnych trunków na publiczną degustację.
Proszę ustawić się w kolejce. Może wystarczy dla każdego!
Słowo od piwowara — Szlachetnego Cullena Faigh-Gruide:
Porter i sama idea warzenia piwa trafiła na Wyspę Leocja wraz z pierwszymi osadnikami z Sarmacji. To budowniczy Brzegu raczyli się przywożonym w beczkach piwem, a później warzonym już lokalnie z dostarczanych surowców. Surowe, oceaniczne warunki i długa podróż odciskała jednak swoje piętno na słodzie, który nabierał charakterystycznego sznytu uwydatniającego się przy dużym zasypie słodów palonych i karmelowych, a którego próżno było szukać w piwach kontynentalnych. Tak też narodził się porter brzeski, który następnie ewoluował do rangi „palatynackiego”, gdy postanowiono uszlachetnić trunek dodatkiem lokalnych, leśnych owoców, ponoć za namową jednego z brzeskich palatynów właśnie. Obecnie trwa spór, czy owoce powinny być dodawane na początku fermentacji, czy może raczej pod koniec, ale nie zmienia to faktu, że jest to piwo ze wszech miar lokalne i w każdym z tych dwóch wydań — absolutnie zachwycające.
Słowo od piwowara — Szlachetnego Cullena Faigh-Gruide:
Palatynacki Stout Brzeski powstał przypadkiem. Wraz z rosnącym popytem na Palatynackiego Portera Brzeskiego, który tradycyjnie warzony był późną jesienią, piwowarzy zmuszeni byli produkować go cały rok. Niestety, wyjątkowo upalne lato sprawiło, że dotychczas stosowane drożdże nie były w stanie poradzić sobie z fermentacją, a niedostępne były też świeże leśne owoce, więc konieczne było użycie suszonych. To, szczęśliwym trafem, uratowało piwowarów, bo na skórkach suszonych ciemnych owoców uchował się inny szczep drożdży, który wysokie temperatury uważa, więc piwo ostatecznie odfermentowało jak należy, ale było zupełnie niepodobne do swego jesiennego protoplasty. Zaskakująco, o wiele bardziej owocowe i aromatyczne, z bardzo bogatym, pełnym bukietem, na stałe wpisało się w piwowarską tradycję Palatynatu Leocji, a portera warzono od tej pory już tylko jesienią.