Helwetyk Romański pisze: ↑13 mar 2020, 20:21
Na marginesie powyższego fragmentu (z którym się, naturalnie, zgadzam), dochodzę do wniosku, że w „starszych” państwach dążenie do rozbudowy instytucji i prawodawstwa ponad oczywiste potrzeby jest pochodną nagromadzonych przez lata resentymentów i braku zaufania. Nie ufamy współobywatelom, więc regulujemy ich działania i ustanawiamy nad nimi nadzór. Nie jest to działanie pozbawione podstaw, ale to leczenie skutków, nie przyczyn.
Przy tym jest to, jak się okazało również w Dreamlandzie, nieskuteczne leczenie. W okresie kontrowersji po uznaniu Daniela von Witta za persona non grata zapoznałem się z dawniejszymi regulacjami i przekonałem się, że królowie liberalno-demokratycznego, arturiańskiego Dreamlandu mieli do dyspozycji znacznie silniejsze narzędzia represji, niż ja czy premier w tamtym czasie. Tyle tylko, że nie trzeba było ich stosować, bo istniała jakaś powszechna obyczajność. Kilka lat później egzekwowanie minimalnych standardów lżejszymi środkami zdawało się niektórym straszną tyranią.
Z drugiej strony zdarzały się przypadki zupełnie absurdalnej fetyszyzacji procedur. Przez długie miesiące państwo dreamlandzkie nie było w stanie osądzić Zanika w normalnym procesie; można powiedzieć, że na przemian brakowało prokuratora albo sędziego. Zamiast tego więc regularnie otrzymywał maksymalną, dwutygodniową karę porządkową nadzoru na forum od jego moderacji; co dwa tygodnie powracał, wylewał szambo i znów był obkładany nadzorem. Kiedy zarządziłem jego pozaprawne internowanie, podniosła się potężna krytyka i wezwania do uruchomienia procedury odpowiedzialności konstytucyjnej. Tym bardziej zabawne, że ówcześni krytycy później aprobowali kontynuowanie tego internowania, a niektórzy nawet osobiście blokowali kolejne klony. Niedługo upłyną dwa lata, "prawdziwego" procesu wciąż nikt nie urządził. Szambo się nie leje.
Z drugiej strony: ja doceniam wartość instytucji i regulacji (a to niespodzianka...). Nowi mieszkańcy często obawiają się działać bez podstawy prawnej czy państwowego glejtu. Dobre regulacje są tutaj wygodną podporą, wyznaczają możliwości działania. Nadmiernie elastyczny ład instytucjonalny może wymagać nadzwyczajnej siły przebicia, aby cokolwiek osiągnąć. Miałem okazję wspierać młodą mieszkankę w reaktywowaniu dawnej osady w dreamlandzkiej domenie królewskiej. Ponieważ akt o formie rządu tejże domeny nie przewidywał stanowisk burmistrzów, konieczne było wydanie w tym celu specjalnego dekretu przez króla. Rzecz w tym, że ja, jako król senior, byłem w stanie przygotować taki dekret i zwrócić się z nim do monarchy. Możliwość podjęcia jakiejś inicjatywy przez nowego mieszkańca nie powinna jednak zależeć od posiadania zaprzyjaźnionego króla seniora.
Oczywiście, pewien ład instytucjonalny czy architekturę wyboru można kreować bez stanowienia prawa. Na przykład na uznanie zasługuje wątek "pracuj.lc", który oferuje imigrantom wytyczone ścieżki kariery — zamiast sakramentalnego "w mikronacjach ogranicza Cię tylko wyobraźnia", będącego w istocie przyznaniem, że wypowiadający te słowa w istocie sam nie ma pojęcia, co ciekawego można tu robić.