Przyznam, że jestem zaskoczony wetem. Jeszcze nie wiem, czy „pozytywnie” (z mojej perspektywy, naturalnie, ta regulacja pozostawiała wiele do życzenia), czy „negatywnie” (użycie opcji atomowej w odniesieniu do ustawy przyjętej przez cztery piąte Sejmu, i której w najgorszym i najbardziej prawdopodobnym zarazem przypadku zrobi się protokół zniszczenia).
Cieszy, oczywiście, powołanie się na leocki przykład w uzasadnieniu. Chciałbym tylko w tym kontekście dodać, że — jeżeli
ladacznica praca dopuści — będę chciał, zainspirowany zarówno przez sarmacki punkt wyjścia, jak i propozycję
@Oswald Baskerville, zaproponować międzynarodowe i nieco szersze podejście do tematu, uwzględniające nie tylko znaki ochronne, ale także konkretne towary.
Moim zdaniem, w produktach, które powstały w mikroświecie, tkwi z a j e b i s t y potencjał. Aż się prosi o to, aby wszystkie nasze piwa, wina, wódki, papierosy, samochody, bronie, samoloty, kosmetyki, mięsa, ubrania, sery, słodycze (wymieniam to, co widziałem w niedzielę, a robiłem bardzo pobieżny risercz; ta lista na pewno jest niekompletna) zebrać i zaprezentować w jednym miejscu tak, by stanowiły bazę do pięknej narracji.
Część z Was zapewne wiedziała o tym, że
@Heinz-Werner Grüner produkuje
sery edelwajskie (ba, nawet
ser leocki); ja — dowiedziałem się dopiero wczoraj. Ile takich perełek jest poukrywanych po dwudziestu ośmiu forach mikroświata, jedna Matka Prokrastynacja raczy wiedzieć.