Wracając z Edelweiss, Anastasia postanowiła zrobić niezapowiedzianą wizytę w Leocji. Samolot wylądował o 13:56 na płycie Interoceanicznego Portu Lotniczego, skąd odebrał ją samochód na gwardyjskich tablicach. Sekretarki działały sprawnie.
Po przyjechaniu do Pretorium szybko zapoznała się z najnowszymi wieściami, które nie zdążyły do niej dojść faksem. Poinformowano również Palatium, że Generalissima jest w Leocji. Namiestnicy muszą o takich rzeczach wiedzieć. Przejrzała plan poszczególnych jednostek i poleciła przygotować samochód. Szybko zamieniła cywilne ubranie na wojskowy mundur i ruszyła do nowych koszar 1 Bat. Zmech. na peryferiach Nowego Brzegu.
Gwardziści stojący na warcie zdziwili się, widząc czarną rządówkę, zmierzającą w ich kierunku. Nikt ich nie uprzedził o wizycie kogokolwiek z wierchuszki.
Może po kucharzynę przyjechali? - pomyślał jeden z nich. Ciemny, wypolerowany Rencisto Capitarre stanął pod bramą. Szyba kierowcy się odsunęła. Szybkie mignięcie legitymacją od razu postawiło do pionu gwardzistę, który zasalutował w stronę drzwi, przez którego lekko uchylone, przyciemnione okno, wydobywała się stróżka dymu. Wprawnym okiem, dostrzegł, jak delikatnie blada ręka mu odpowiada salutem. Żelazna brama została otwarta. Samochód przejechał i zmierzał w stronę budynku dowodzenia, w którym ulokował się sam ppłk Anek Merriweather. Anastasia obserwowała, jak wygląda cała okolica powoli wykańczanej jednostki. Wokół obiektów użytkowych panował porządek, budowa była odgrodzona płotem, gwardziści ćwiczyli. Ćwiczyli przy akompaniamencie krzyków. Generalissima zmarszczyła brwi. Samochód stanął pod budynkiem.
Rencisto Capitarre
Tylne drzwi się otworzyły. Pierwsza wyszła strzepnięta końcówka papierosa. Następnie o płytowy podjazd stuknęły oficerskie obcasy. Anastasia zaciągnęła się po raz ostatni Namiestnikowskim Zielonym i wrzuciła go do kosza obok wejścia. Początkowo nikt nie ogarnął kto wszedł, ale po chwili wszyscy stali i obserwowali, salutując, jak Generalissima zmierza ku pokojowi, z którego dochodziły krzyki. Ostatnie, co usłyszeli to otwierane bez pukania drzwi, urwany krzyk i początek zdania wypowiedziany o wiele ciszej...
- Co wy w domu kur#$ nie macie drzwi tylko zasłonę!? Puka się! Jak wam zaraz się dobiorę to nawet Matka Pro...
- Matka Prokrastynacja to Wam podpułkowniku nie pomoże. - zamknięcie drzwi uniemożliwiło dalsze słuchanie. Półgodziny później podpułkownik z miną zbitego psa schodził po schodach za Anastasią, która kierowała się w stronę placu. Mimika twarzy oficera wskazywała, że rozmowa do najprzyjemniejszych nie należała. Po bazie chodziły plotki, że ostatnia wizyta w Pretorium skończyła się równie podobną sytuacją. Wszyscy się zastanawiali czy to koniec starego. Anastasia przystanęła przy starszym chorążym, który stał przy wyjściu.
- Jak znowu będzie darcie to zameldować bezpośrednio do biura. Przekazać wszystkim do wiadomości.
Podpułkownik mimo zebranej bury rzucił piorunujące spojrzenie na młodszego stopniem i przez chwilę na plecy przełożonej. Widać było, że pod nosem coś tam gada. Anastasia zdawała się coś usłyszeć bo spytała.
- Tabletkę na gardło podpułkowniku? Coś Was chyba tam drapie? - gadanie się skończyło. Gwardziści na placu, widząc kto się zbliża i oczekując już kolejnej tyrady szybko ustawili się w szeregu. Po chwili jednak doszło do nich, że może będzie to im oszczędzone, gdy zobaczyli, że kobieta idąca obok starego to nie jakaś sekretarka, którą sobie upatrzył tylko Generalissima. Stanęli na baczność i czekali. Rozpoczęła się inspekcja.
Anastasia sprawdzała od stóp do głów każdego z osobna, zatrzymując się przy niektórych i rozmawiała z nimi o sytuacji w bazie, manewrach czy o tym, jak im smakuje kuchnia gwardzisty Garamonda. Po zakończonej inspekcji wymieniła kilka słów ze starym i wsiadła do samochodu, który ruszył w stronę miasta. Grymas połączony z ulgą wyszły na twarz podpułkownika.
- Będzie mnie uczyć, jak żołnierzy traktować... co ona sobie myśli... - mrucząc pod nosem i rzucając wściekłe spojrzenia wrócił do gabinetu. Do końca dnia nikt nie usłyszał krzyków. No, przynajmniej nie aż tak głośnych. Raczej szybko ściszał głos.