
Wykład
Polskie mikronacje podziałami żyją,
czyli o potencjale, który ignorujemy
przeglądając serwisy internetowe i wpadając czasem w królicze nory dotyczące zagranicznych mikronacji dochodzę do jednego wniosku, który mogę zmieścić w słowach wypowiedzianych przez Czcigodnego Namiestnika Romańskiego w jednej z wiadomości "Ale my nie możemy mieć ładnych rzeczy". O co chodzi? W tym zdaniu chodzi o mapę. Nie o aspekty artystyczne takie jak kolory, style graficzne itd., a o geografię Pollinu i fakt tego jak do jej kształtowania podchodzimy. A jak to robimy? Po pierwsze megalomańsko. Po drugie bez pokory. Po trzecie nierealistycznie. A gdyby odnieść ten cytat do całości przemyśleń w taki sposób by właśnie był synonimem wniosku wysuniętego przeze mnie? Wtedy odczytywać by go można jako niemożność do posiadania jednej czy kilku organizacji międzynarodowych na miarę Stempla, gdzie znajdują się wszystkie kraje, ale bez warstwy informatycznej, a z warstwą merytoryczną. Organizacje takie jak na Micrze czy Anterrze pochodzącymi z zagranicy. Jedna dotycząca kartografii szerokopojętej, inna nauki itd.. Polski mikroświat aktualnie potrafi posiadać jedną organizację międzynarodową, która posiada jakiekolwiek zasady i wymusza ich stosowanie - MUP. Potrafimy być zgodni jedynie, gdy chodzi o piłkę nożną. Tam potrafimy odłożyć na bok naszą dumę, nasze megalomaństwo, linijki i cyrkle do mierzenia pikseli, usiąść i porozmawiać jakie są reguły, co grozi za nieprzestrzeganie i tym podobne. Nie potrafimy podobnie podejść do spraw innych.
Jeżeli dane państwo decyduje się wejść do MUP to musi zaakceptować zasady w niej panujące. To kiedy i jak można przeprowadzać transfery, co można, a co nie. Na szczeblach regionalnych czy krajowych potrafimy dojść do konsensusów dotyczących nazw drużyn, czy ich umiejscowienia. Potrafimy powiedzieć "takie są zasady i koniec". Dlaczego więc mamy taki problem z innymi zagadnieniami? Dlaczego nie potrafimy stworzyć międzynarodowego, położonego ponad podziałami organu, który zrzesza np. kartografów ze wszystkich państw ich posiadających, którzy ustalają zbiór zasad dotyczących lokacji i delokacji ziem na Pollinie. Hamują kompletnie nierealistyczne i megalomańskie zapędy takie jak usypywanie wielkich wysp dla państw, które nawet nie wykorzystają ich potencjału? Których mapy są tą jedną, oficjalną wersją. Co na niej się znajduje to jest uznawane. Co nie to nie jest. To wszystko mówię też w kontekście niedawnych sporów o lokację nowych ziem na Pollinie i argumentach przeciwko usypywaniu nowego archipelagu, gdy tyle OBPP leży odłogiem. Mówię to w kontekście Fenocji, która zajmowała dużą wyspę przez rok? Dwa lata? Będąc jednoosobowym, nieaktywnym organizmem państwowym. Oczywiście nie było nikogo innego kto by zajął się tymi terenami, ale teraz chodzi o takie pryncypium. I zanim podniosą się głosy, że to spętywanie rąk i hamowanie czyichś ambicji to odpowiem, że nie. To jest działanie idące w stronę dania osobie chętnej do tworzenia państwa pewnej ważnej wskazówki - najpierw skup się na małym obszarze, zobacz czy potrafisz go rozwinąć, zagospodarować narracją. Jeśli nie, szukaj innych rozwiązań. Nie można zaprzeczyć, że na Pollinie duża część osób wciąż patrzy się na piksele. A to podejście prowadzi do zniechęcenia, gdy widzimy jak nasze wirtualne wielkie połacie terenowe są martwe, bo np. jesteśmy jednoosobowym lub dwu-trzyosobowym bytem. Nie zaprzeczymy, że jest to sytuacja demotywującą, zniechęcająca do działania, ponieważ wielkie ambicje rozbijają się o czynnik ludzki. Znacznie łatwiej jest tworzyć narrację na mniejszym obszarze. I mówię to z własnego doświadczenia. Voxland jest dużym państwem. Gdybym miała rysować jego kształt na nowo to byłby o wiele mniejszy. Byłby dostosowany do mocy przerobowych jego społeczności. No ale po pierwsze przyszłam na gotowe w tym temacie, a po drugie to nie tylko moja, a nawet bym powiedziała, że kompletnie nie moja decyzja do podjęcia.
Co również przykuło moją uwagę w mikronacjach zagranicznych to fakt ich głównej różnicy pomiędzy nami. One są głównie wikinacjami. My forumnacjami. Oni nie posiadają takich systemów informatycznych jak my. Takiego jawnego i otwartego zaangażowania społecznego. To bardziej zabawa dla wikipedystów. My zaś mamy to wszystko i dodatkowo mamy ich wikipedyczność oraz umiejętność tworzenia świata wirtualnego poprzez ciągłą narrację i wydarzenia. Mamy tym samym o wiele większy potencjał angażowania niż one. Brakuje nam tylko takiego uporządkowania. Stworzenia idealnego połączenia tych dwóch modeli i tym samym powstania atrakcyjniejszej od obecnej wersji Pollinu dla innych. Być może krokiem ku zachęcie do mikroświata jest też jakieś uporządkowanie? Dlaczego najwięcej ludzi przychodziło na Pollin, gdy był on utrzymany jednak w jakichś granicach zasad? Zdaje się, że gdzieś zgubiliśmy to coś. To coś, co zdaje się wciąż zachęcać za granicą...
Kończąc i chcąc zamknąć się we wniosku z początku - podziały, które mamy między sobą i tym samym nasza ogólna nieumiejętność do działania wspólnie na arenie międzynarodowej w większej niż 2-3 państwa grupie stoi na drodze do odblokowania przez nas potencjału. Zapewne wpływ ma na to doświadczenie OPM, która ze słów wielu wychodzi jako twór pełen statutów, umów, prawa itd.. Zbyt realny odpowiednik ONZ, który jak i ona nie miał faktycznego przełożenia na to jak działa Pollin, a służył jako drukarka ustaw i "międzynarodowy opresor", ale tylko i wyłącznie wobec państw słabszych od głównych graczy.
Przedruk wykładu danego na Królewskim Uniwersytecie Nauk w Królestwie Voxlandu.





