Obywatelstwo, ostracyzm i życie polityczne
: 18 lis 2019, 9:53
Wczoraj w nocy rozpoczęliśmy na Discordzie z Namiestnikiem Garamondem kilka rozmów niedokończonych na temat kształtu ustrojowego, roli namiestników, polityki karnej i obywatelstw — w wolnej chwili zachęcam do rzutu okiem na nasze (bardzo luźne) rozważania.
W ich toku Namiestnik Garamond rzucił pomysł, który bardzo mi się podoba, choćby miał być to jedynie eksperyment — mianowicie nadawanie obywatelstwa po otrzymaniu listu polecającego od obecnego obywatela. Nasuwa mi to na myśl skojarzenia z tradycyjnymi, angielskimi klubami (wiadomo…), do których trzeba być zaproszonym. Co nie mniej istotne, takie rozwiązanie — przynajmniej na papierze — skłania do tego, aby już na samym początku obecności w Leocji nawiązywać bliższe kontakty ze społecznością; praktyka niewątpliwie dowodzi tego, że jednoosobowa aktywność ma, w dłuższej perspektywie czasu, mniejsze szanse powodzenia. Potencjalne minusy tego rozwiązania są dość oczywiste, ale: może warto spróbować? (Nadawanie obywatelstwa w tym trybie należy ujmować łącznie ze sporządzaniem oficjalnego biogramu obywatela, posadzeniem drzewa w Parku Leotów/wpisem do księgi obywateli, ślubowaniem, otrzymaniem kolejnego prola etc.).
Naturalnym uzupełnieniem tematu obywatelstwa jest kwestia szeroko rozumianego życia politycznego. Projekt Aktu o formie rządu przewiduje obecnie dwa przywileje o charakterze politycznym — prawo do petycji oraz referenda rozstrzygające w przypadku braku porozumienia namiestników. Trzecim przywilejem mógłby być wspomniany wyżej przywilej listów polecających. Czwartym — tu odsyłając do wspomnianych na wstępie rozmów niedokończonych — ostracyzm, który, oczywiście, stoi w zupełnej sprzeczności z paradygmatem współczesnego państwa prawnego, ale wydaje się dobrze odpowiadać faktycznym potrzebom niewielkiej społeczności mikronacyjnej.
Wreszcie, kwestia współuczestnictwa obywateli w sprawowaniu władzy jako takim. Władza absolutna władzą absolutną — schodząc na poziom bieżącego funkcjonowania, znaczna część (większość?) decyzji powinna zapadać przy udziale społeczności. Dopóki jest nas kilkoro, łatwo ustalić konsensus. Powyżej pewnego progu liczby obywateli wyobrażam sobie, że naturalnym rozwiązaniem będzie system plebiscytowy, w praktyce opierający się na odformalizowanych, jawnych lub tajnych, ankietach na forum, rozstrzygających o konkretnych, punktowych zagadnieniach (nie: ustawach). Szczegółów na tym etapie, ma się rozumieć, nie zaproponuję — powinny się skrystalizować w organiczny sposób.
W ich toku Namiestnik Garamond rzucił pomysł, który bardzo mi się podoba, choćby miał być to jedynie eksperyment — mianowicie nadawanie obywatelstwa po otrzymaniu listu polecającego od obecnego obywatela. Nasuwa mi to na myśl skojarzenia z tradycyjnymi, angielskimi klubami (wiadomo…), do których trzeba być zaproszonym. Co nie mniej istotne, takie rozwiązanie — przynajmniej na papierze — skłania do tego, aby już na samym początku obecności w Leocji nawiązywać bliższe kontakty ze społecznością; praktyka niewątpliwie dowodzi tego, że jednoosobowa aktywność ma, w dłuższej perspektywie czasu, mniejsze szanse powodzenia. Potencjalne minusy tego rozwiązania są dość oczywiste, ale: może warto spróbować? (Nadawanie obywatelstwa w tym trybie należy ujmować łącznie ze sporządzaniem oficjalnego biogramu obywatela, posadzeniem drzewa w Parku Leotów/wpisem do księgi obywateli, ślubowaniem, otrzymaniem kolejnego prola etc.).
Naturalnym uzupełnieniem tematu obywatelstwa jest kwestia szeroko rozumianego życia politycznego. Projekt Aktu o formie rządu przewiduje obecnie dwa przywileje o charakterze politycznym — prawo do petycji oraz referenda rozstrzygające w przypadku braku porozumienia namiestników. Trzecim przywilejem mógłby być wspomniany wyżej przywilej listów polecających. Czwartym — tu odsyłając do wspomnianych na wstępie rozmów niedokończonych — ostracyzm, który, oczywiście, stoi w zupełnej sprzeczności z paradygmatem współczesnego państwa prawnego, ale wydaje się dobrze odpowiadać faktycznym potrzebom niewielkiej społeczności mikronacyjnej.
Wreszcie, kwestia współuczestnictwa obywateli w sprawowaniu władzy jako takim. Władza absolutna władzą absolutną — schodząc na poziom bieżącego funkcjonowania, znaczna część (większość?) decyzji powinna zapadać przy udziale społeczności. Dopóki jest nas kilkoro, łatwo ustalić konsensus. Powyżej pewnego progu liczby obywateli wyobrażam sobie, że naturalnym rozwiązaniem będzie system plebiscytowy, w praktyce opierający się na odformalizowanych, jawnych lub tajnych, ankietach na forum, rozstrzygających o konkretnych, punktowych zagadnieniach (nie: ustawach). Szczegółów na tym etapie, ma się rozumieć, nie zaproponuję — powinny się skrystalizować w organiczny sposób.