Andrzej Płatonowicz Ordyński pisze: ↑31 gru 2021, 16:21
Mikronacje są i powinny pozostać różne, bo różne są oczekiwania mikronautów. Byłoby nudno, gdyby wszystkie państwa były takie same. Zresztą, często jest nawet tak, że jedna osoba lubi różne typy państwa i działa w kilku.
W rzeczy samej. Dopowiem, że moim zdaniem jest to zjawisko pożądane. Przyjmuję, że jako Pollin liczymy około 150 obywateli. W tym gronie znajduje się wielu ekspertów w różnych dziedzinach, ale niekoniecznie już liczbie wystarczającej do, pisząc nieelegancko, obsadzenia każdego kraju. Zamiast próbować autarkii w każdej dziedzinie, można się specjalizować, skupiać się na tym, co sprawia nam największą przyjemność, jednocześnie zapewniając swoim obywatelom możliwość zabawy za granicą. Raz, że mikronacje nie są grą o sumie zerowej. Dwa, w razie kryzysu lepiej, by nasi obywatele pozostali w uniwersum. Dlatego, choć rozumiem (domyślam się…) przesłanki, które stały za wprowadzeniem dominatu w Skarlandzie
[1][2][3], decyzję uważam za dość niefortunną. Zakaz aktywności za granicą nie wydaje mi się najlepszą receptą na ograniczoną aktywność na własnym podwórku.
Andrzej Płatonowicz Ordyński pisze: ↑31 gru 2021, 16:21
Helwetyk Romański pisze: ↑31 gru 2021, 11:29
Mnie się marzy „unia europejska”. Właśnie taka prawdziwa, skrzecząca. Która nie usiłuje udawać tego, że jest czymś więcej niż tylko wspólnotą interesów, ale jest ze sobą w stałym kontakcie i mniej lub bardziej udolnie te wspólne interesy urzeczywistnia. Sprawia, że nasze mikronacyjne życie jest trochę ciekawsze, trochę lepsze. Zachęca do współpracy i zdrowej konkurencji — na inicjatywy, na idee. Uwiera na tyle, aby od czasu do czasu nieznacznie denerwować i prowokować do działania, pokazać, że „można inaczej, lepiej”.
Unia Europejska jak najbardziej, ale jednak nie jako tylko wspólnota interesów. Jednak nad bazą wspólnych interesów musi istnieć nadbudowa w postaci albo deklarowanych wartości, albo spójnej narracji, w ostateczności jakichś powiązań geograficznych, może wspólna rywalizacja z innym graczem geopolitycznym. Wspólnota powinna być wewnętrznie zróżnicowana, rywalizować, "uwierać", ale coś powinno ją też łączyć.
Z powołaną nadbudową, być może z wyłączeniem elementu wspólnego wroga, zgadzam się w całej rozciągłości. Nie wiem, czy mamy na myśli to samo, pisząc o „powiązaniach geograficznych”, ale dla mnie, na przykład, znajdowanie się na wspólnej mapie stanowi oczywistą oczywistość. Czy wspólna świadomość (celowo nie używam określenia
tożsamość) mogłaby się pojawić? Z całą pewnością. Nie wpisywałbym jednak w projekt czegoś, co może powstać wyłącznie w sposób organiczny, i co w zasadzie nie jest konieczne dla tego, aby i tak wprowadzić zmiany na lepsze (uatrakcyjnić nasze uniwersum). Tak w realu, jak i w mikronacjach, w pewnych dziedzinach nie sposób pewnych rzeczy zadekretować.
Andrzej Płatonowicz Ordyński pisze: ↑31 gru 2021, 16:21
Helwetyk Romański pisze: ↑31 gru 2021, 11:29
Problemem dotychczasowych prób integracji było, moim zdaniem, to, że zgodnie z wielokrotnie sprawdzonymi (oczywiście, negatywnie, ale to nigdy nie stanowiło przeszkody…) wzorcami, rozpoczynano od traktatów, struktur, procedur. Zewnętrznych oznak, prestiżowo zapalnych, ale pozbawionych substancji. Myślę, że przy kolejnych podejściach stać nas byłoby na wyciągnięcie wniosków.
Tutaj częściowa zgoda, ale co miałoby być tą substancją, jeśli ani struktury, ani "coś więcej niż tylko wspólnota interesów"? Od organizmu zintegrowanego można wymagać mniej więcej tego samego, co od państwa — jakiegoś modelu działania w który można się łatwo włączyć, żeby nie trzeba było się zastanawiać "co mam tu właściwie robić?".
Jezuicko odpowiedziałbym pytaniem „co jest substancją Unii Europejskiej?”. Nie chcę superpaństwa, które posiadałoby swoją „centralę” przenoszącą punkt ciężkości z mikronacji na unię. Marzy mi się, tylko lub aż, formuła integracji, która usprawnia działalność w wymiarze całego Pollinu. Konkretnie pisząc, wspólna infrastruktura informatyczna, wspólny bank, może kiedyś wspólny system gospodarczy. Dobrą formułą inspirowanych przez unię inicjatyw, które mam na myśli, są Rajdowe Mistrzostwa Austro-Węgier, których kolejne edycje odbywają się w kolejnych państwach. Uprzedzając ewentualne głosy o tym, że można w ten sposób działać już teraz, odpowiem (sam sobie), że oczywiście można, chodzi o impulsy i ułatwienia.
Bardzo poważnie zastanowiłbym się, na przykład, nad wspólnym obywatelstwem. Wyobrażam sobie, że tak, jak w Unii Europejskiej obywatel dowolnego kraju może głosować w wyborach samorządowych, tak w naszych realiach obywatel dowolnego kraju mógłby posiadać prawa wyborcze po spełnieniu, na przykład, jakichś wymagań odnośnie do aktywności będących odpowiednikiem domicylu.
Karol Medycejski pisze: ↑31 gru 2021, 17:01
A z tych pięciu, tylko dwóm tak naprawdę zależy na przywróceniu polityki w znaczeniu dyskursu parlamentarno-partyjnego. To chyba niedużo.
„Prawdziwe” życie polityczne ma szansę urzeczywistnić się — przy dyskusyjnym założeniu, że tego chcemy — dopiero po przekroczeniu pewnej liczby uczestników o przeciwstawnych wizjach. Wyobrażam sobie scenariusz, w którym na forum nieistniejącej unii toczy się odwieczny spór nurtów globalistycznego i narodowego (z wszystkimi gwiazdkami dla skali). Ale w warunkach krajowych… Wybory sołtysów, i piszę to bez cienia złośliwości.