Kaspar Waksman-Dëter pisze: ↑30 gru 2021, 2:14
W związku z nasilonymi i licznymi atakami strony bialeńskiej oraz brodryjskiej na Muratykę Prezydent zerwał traktaty o wzajemnej przyjaźni ze wspomnianymi państwami.
(Wypowiedź prywatna). Jak programowo unikam w mikronacjach konfliktów natury prywatnej i publicznej, tak konflikty te, siłą rzeczy, rozumiem.
Rozumiem wypowiadanie traktatów
o przyjaźni. Rozumiem formalne
zrywanie stosunków dyplomatycznych. Rozumiem nawet w określonych przypadkach (wybory wygrane dzięki klonom)
nieuznawanie rządu danego państwa. Co mnie boli, to uważanie uznawania państwowości za formę wyróżnienia, a tym samym wycofywanie uznania za dopuszczalną formę wyrażania sprzeciwu. (W tej samej kategorii znajduje się także podpisywanie traktatów o uznaniu, jak gdyby podpisanie z jakimś państwem traktatu nie wymagało z definicji tego, że jego państwowość się uznaje). Przez cały okres zimnej wojny USA i ZSRR nie przestały się uznawać za państwa, choć ich państwa satelickie do siebie strzelały.
Są na Pollinie i w jego pobliżu państwa, wobec których można rozważać wycofanie uznania. Takie, w których od wielu miesięcy nic się nie wydarzyło; zwłaszcza takie, w których upadła nawet infrastruktura informatyczna. Ale, na Matkę Prokrastynację, jakie skutki miałoby za sobą pociągać wycofanie uznania państwowości społeczności, która spełnia wszystkie kryteria tego, by za mikronację ją uznawać?
Istnieje tyle „dobrych” sposobów, aby się wzajemnie naparzać (nie: wojny o piksele). Zrywanie stosunków, wydalanie dyplomatów, zakazy wstępu na terytorium, zamrażanie środków pieniężnych, wspieranie opozycji, szeroko rozumiana propaganda, budowanie koalicji państw, nadawanie miejscom publicznym imion znanych wrogów etc. etc. etc. Realna historia jest ich pełna. Podejrzewam, że moglibyśmy z takich pomysłów na konflikty międzypaństwowe stworzyć wątek na co najmniej kilka stron.
Wszystko powyższe w nadziei, że stosunki bialeńsko-muratyckie ulegną jak najszybszej normalizacji. 😉