Wnosząc po braku dalszych głosów, że mamy już wystarczający punkt wyjścia co do spraw merytorycznych…
Z najwyższą niechęcią i pełny obaw poddaję pod dyskusję zagadnienie struktur. Pamiętamy, jak funkcjonowała nieboszczka Organizacja Polskich Mikronacji. Odrębne forum, które w znacznym stopniu żyło własnym życiem, „polityczne” (w złym słowa tego rozumieniu) wybory sekretarza generalnego. Tych dwóch zjawisk chciałbym, o ile to możliwe, uniknąć.
Jeżeli chodzi o miejsce (miejsca) obrad Rady Polskich Mikronacji, proponuję rozwiązanie znane z Unii Europejskiej, Rajdowych Mistrzostw Austro-Węgier, v-Mundialu. Kwartalne sesje odbywające się w poszczególnych państwach członkowskich, będących ich gospodarzami, z przyjęciem zasady eksterytorialności takich działów. Owszem, stałe miejsce obrad byłoby bardziej praktyczne. Byłoby jednak, moim zdaniem, narracyjnie o wiele mniej ciekawe, a przede wszystkim — nie zapewniłoby należytych „zasięgów”. Do tego prościutki serwis internetowy z aktualnymi odsyłaczami do miejsc obrad, państw członkowskich oraz zbiorem dotychczasowych ustaleń.
O wiele wredniejsze wydaje mi się, stąd moje obawy na wstępie, zagadnienie przewodniczenia organizacji. W moim idealnym mikroświecie po prostu „mielibyśmy” aktywnego przewodniczącego cieszącego się zaufaniem wszystkich. Taki przewodniczący powoływałby zastępców i sprawowałby funkcję do emerytury. Cytując klasykę, na każdym spotkaniu ktoś jednak musi zacząć jako pierwszy i tutaj pojawia się zagadnienie personalne do rozstrzygnięcia. W jaki sposób wybierać „sekretarza generalnego” (i jego następców), który będzie dbał o ciągłość prac organizacji, przewodniczył jej obradom, aktualizował spis państw członkowskich, koordynował szczyty organizacji razem z państwami-gospodarzami?
Liczba możliwości jest w zasadzie nieograniczona, na potrzeby dyskusji przedstawiam cztery modele:
- Model pierwszy: jedno państwo — jeden głos.
- Model drugi: jeden obywatel Pollinu — jeden głos.
- Model trzeci: siła głosu państwa uzależniona od populacji.
- Model czwarty: siła głosu państwa uzależniona od zainteresowanej populacji.
Model pierwszy, jak sądzę, nie wymaga rozwinięcia. Model drugi zakłada, że „sekretarza generalnego” (w tym miejscu możemy równie dobrze wstawić „kolegialny sekretariat”) wybierają bezpośrednio obywatele państw członkowskich. Model trzeci zakłada, że „odpowiednio” (niekoniecznie liniowo) przeliczamy liczbę obywateli głosujących w ostatnich wyborach względnie ostatnich obradach powszechnego parlamentu lub referendum na siłę głosu państwa. Model czwarty zakłada, że obywatele państw członkowskich regularnie głosują na poszczególne państwa, co przekłada się na ich siłę głosu w organizacji (ponownie, niekoniecznie liniowo). Różni się tym od modelu trzeciego, że 30-osobowe państwo, w którym zainteresowanie organizacją wykazuje trzech obywateli, będzie miało w nim taką siłę głosu, co państwo 3-osobowe, w którym zainteresowanie wykazują wszyscy obywatele.
Na wszelki wypadek podkreślam jednoznacznie — chodzi tutaj wyłącznie o wpływ na wybór względnie wybór administracji, nie o jakiekolwiek inne uprawnienia.
Każdy z modeli ma swoje zalety i wady. Model pierwszy
może być uznany za „niesprawiedliwy” (dwa 3-osobowe państwa, ba, oparte o te same osoby, mogą w nim przegłosować 30-osobowe państwo). Model drugi
może być uznany za umniejszający rolę państw i powodować wredne kampanie wyborcze, a potrafimy się pokłócić o wszystko. Model trzeci
może być uznany za „dyskryminujący” mniejsze państwa. Model czwarty
może uderzać w „dumę narodową”.
Jakoś jednak sekretarza (lub sekretarzy) wyłonić trzeba.
Wszelkie głosy mile widziane. 😉