Faktycznie, wybór „po prostu” trzeciego namiestnika wydaje się najprostszym rozwiązaniem, co kusi samo w sobie. Przy czym, jak o tym myślę (proszę o wzięcie poprawki na dopiero pierwszą kawę…), niekoniecznie musiałby być to wybór doraźny, powodowany planowaną lub nagłą nieobecnością. (Celowo przy tym używam określenia wybór z uwagi na wcześniej wyłożone powody).
Pozwalając sobie wejść w pewne szczegóły, wyobrażam sobie, że wyboru mógłby dokonywać Senat, w sposób możliwie najbardziej zbliżony (choć nieco sprawniejszy…) do pięknych estetycznie sejmów elekcyjnych w RON, na okres od trzech do sześciu miesięcy. Wykopując archiwalne pomysły z 2019 roku, rozważyłbym jednocześnie poniższy mechanizm:
Edykt (łac. edictum) – opublikowane zarządzenie lub obwieszczenie, wydawane przez rzymskich urzędników w ramach przysługującego im imperium, ważne przez cały rok urzędowy lub krótszy, z góry określony czas […]. Szczególne znaczenie miały tego rodzaju rozporządzenia wydawane przed objęciem urzędowania, w których zawarty był program działalności danego urzędnika. Duże znaczenie dla tworzenia rzymskiego prawa prywatnego miały edykty urzędników jurysdykcyjnych, do których zaliczano pretorów oraz urzędników sprawujących nadzór nad targowiskami (aediles curules). Ogłaszali oni przed objęciem urzędu, na białej tablicy (album) program swojej działalności w okresie rocznej kadencji. W tym dokumencie zawierano informację, jak dany urzędnik chce korzystać z powierzonej mu, na okres jednego roku, władzy. Pretorzy oraz inni urzędnicy wydając edykt nie byli związani postanowieniami zawartymi w edyktach ich poprzedników. Wykształciła się jednak niepisana zasada, że pretor przejmował z edyktu swego poprzednika wszystkie przepisy sprawdzające się w praktyce, stanowiły one trzon edyktu zwany edyktem przenoszonym (edictum tralaticum).
— z tą różnicą, że program byłby ogłaszany na etapie zgłaszania kandydatur. Chodzi o to, aby wybrany namiestnik posiadał mandat społeczny nie tylko dla swojej osoby, ale także przedstawionych propozycji oraz sposobu sprawowania władzy. Mam tu na myśli w szczególności politykę nadawania obywatelstwa, politykę nadawania odznaczeń oraz sprawy zagraniczne — czyli trzy obszary, w których palatium podejmuje czynności urzędowe w sposób ciągły.
(—) prokr. Hweltywk Romański, RkORF · LAN
Namiestnik № 2 Palatynatu Leocji
Dyniowy Padawan LEOCKA PARTIA FASZYSTÓWJĘZYKOWYCH
Nikogo się nie ściga, ale wszystkich się poprawia, bo tak nakazują
wewnętrzna potrzeba, poczucie sprawiedliwości i wyznawany porządek rzeczy. IGNATS IK RUTH
Nawet podczas realiozy sprawdzam skrzynkę helwetyk@gmail.com
Faktycznie, wybór „po prostu” trzeciego namiestnika wydaje się najprostszym rozwiązaniem, co kusi samo w sobie. Przy czym, jak o tym myślę (proszę o wzięcie poprawki na dopiero pierwszą kawę…), niekoniecznie musiałby być to wybór doraźny, powodowany planowaną lub nagłą nieobecnością. (Celowo przy tym używam określenia wybór z uwagi na wcześniej wyłożone powody).
Jestem podobnego zdania, dlatego też wspomniałem o triumwiracie (czy jakiejkolwiek podobnej formie trwałego poszerzenia grona Namiestników). Nadal nie do końca przekonuje postawienie na "zwykłe" głosowanie nad czyjąś kandydaturą. To jest kwestia więcej niż wyboru urzędnika. Naszych obecnych dwóch Czcigodnych to duet, dwa członki (hehe) jednego ciała, coś więcej niż dwóch ludzi na stanowiskach tej samej rangi. Dlatego nowy Namiestnik wybrany na stałe musiałby pasować do Czcigodnych charakterologicznie. Może uznacie, że trochę wyolbrzymiam i może przyznam Wam rację, ale pomyślcie nad tym przez chwilę, a być może nieco sensu dostrzeżecie. A jest to ważne, bo mówimy tu o nowym Namiestniku, nie o sekretarzu, ministrze, pełnomocniku. Skoro mamy diarchię absolutną (przynajmniej według opisu na stronie), to przejście na triarchię powinno odbyć się na naprawdę solidnym fundamencie.
Co się tyczy kwestii programu — mam tu wciąż wątpliwości. O ile jestem w stanie przyjąć, że powinien być on prezentowany przed wyborem, to nie jestem przekonany, czy powinien być prezentowany w ogóle lub jak wielką uwagę mu poświęcać z perspektywy wyborcy. Obecni Namiestnicy nie przedstawiają żadnych programów swojej działalności. Oczywiście nikt nie wątpi w możliwości, chęci i zamiary Czcigodnych, bo udowodnili je czynami, niemniej nowego Namiestnika mamy wybierać nie tylko na bazie programu, ale także (co być może nawet ważniejsze i to znacznie) na podstawie dotychczasowych osiągnięć. Skoro tak, to na ile istotny jest program? Na ile konieczny? Na ile decydujacy? Na ile kompleksowy powinien być? Piszę o tym wszystkim, bo poniekąd szukamy dodatkowej głowy państwa, a kandydaci na tak poważny urząd niejako sami wyłaniają się ze społeczności swoją aktywnością, a programy mogą wydawać się drugorzędne, mogą być ogólnikowe, a nawet doraźne. Gdybyśmy mieli wybierać kogoś na stałe, to program musiałby być dalekosiężny, wręcz tytaniczny, patrząc przez pryzmat działalności Czcigodnych Romańskiego i Garamonda. Ten akapit to takie dopytywanie, nie sprzeciw - mam nadzieję, że ktoś rozwieje moje wątpliwości lub wyprowadzi z błędnych przekonań.
Co do kadencyjności - 3 miesiące to zbyt krótko, 6 miesięcy być może też, 9 wydaje się lepsze, a z racji wagi funkcji warto rozważyć 12 miesięcy. Pamiętajmy, że letnia flauta jest nieunikniona, a może trwać nawet od początku czerwca do końca września - jak komuś trafi się 3 miesiące kadencji w tym czasie, to współczuję.
A ja podzielę się swoimi skromnymi przemyśleniami.
Leocja to palatynat. W mikronacjach jak słyszymy te słowa, to od razu widzimy dwójkę potężnych i szalenie cenionych namiestników, znanych i lubianych itd.
I teraz Wy proponujecie "wybory" kolejnego - Ja się pytam po co? Po pierwsze żaden obywatel dokoptowany do tej dwójki nie będzie tak poważany. I piszcie co chcecie, no nie będzie. Co innego "namaszczenie" zastępcy, w razie poważnego kryzysu obu seniorów. Oczywiście tak pesymistycznej opcji nie zakłądam, bo ta wiązałaby się z jakąś tragedią realną. Są w mikronacjach od "dziesiątek lat", więc trudno wyobrazić sobie by ich nadal nie było.
Wracając do sedna. Trzeci namiestnik nigdy nie będzie tym "drugim", bo "pierwszy" i "drugi" są jak na równie ważni, ale ważniejsi.
Może nie każdy wie, ale był pewien okres w "dziejach" Palatynatu kiedy to nie było ani jednego, ani drugiego namiestnika. I co? Ktoś to zauważył? Po cichu rozegrało się zakulisowe rozmowy i można było zadbać o społeczeństwo. Pamiętajmy, że cały czas piszemy o "doraźnej" pomocy i asyście.
Głos FG i FR jest jak jeden mąż. A teraz ktoś kto ma zupełnie inną wizję, inne cele (może nawet szpiegować!:D) miałby mieć idealnie te same prawa?
Ja bym ustanowił jakąś funkcje nazwijmy to "Kapitana", skoro mowa o wyspie, który pełnił by funkcje podnamiestnika, w warunkach skrajnych. Kapitanów może być nawet dwóch, tak by jako "operator" mógł mieć pełnie czasu.
Jego rola mogłaby nawet polegać na uczestniczeniu w negocjacjach, choćby i w pojedynkę, ale podpisy i tak złożą namiestnicy. Nie ma takiej możliwości - bo np. trafił się realny wyjazd zagraniczny? Trudno, chcecie traktat z Leocją czekacie. A jeśli mowa o osławionej realiozie wiosennej Herr Romańskiego, to każdy wie, że chłop da radę, podbić pieczątkę i złożyć podpis, jak mu się podstawi wszystko pod nos. Wtedy wymagałbym tylko by kapitan miał w miarę "stały" kontakt z namiestnikami, nawet w sytuacjach ekstremalnie trudnych. Wiem, że się da.
Zgadzam się z Herr Grunerem, moim preferowanym rozwiązaniem byłoby "namaszczenie". Co do faktycznych zadań namaszczanego, to tak jak wyszło w poprzednich wypowiedziach, Czcigodni Romański i Garamond dają do zrozumienia, że trzeba im "trzeciego do trójkąta", a nie jedynie pełnomocnika administracyjnego.
Pomyślałem również o pewnym zgniłym kompromisie. Najlepiej byłoby dodać "tego trzeciego", nawet jeśli, na co zwrócił uwagę Herr Gruner, nie cieszyłby się tą samą estymą co duet FG+HR - odpowiednio dobrany kandydat z czasem wypracowałby sobie markę. Jednak znalezienie kogoś na pełen etat namiestniczy to trudne zadanie. Osobiście nie widzę nikogo, kto dorównałby obecnym Namiestnikom jeden do jednego (bo to i administrację trzeba robić, technikaliami forum się zająć, etc., etc.), a zaledwie jednego czy dwóch kandydatów postrzegam jako dosratecznie wykwalifikowanych, dysponowanych i godnych zaufania, by powierzymy im omawiana funkcje i dać w niej się rozwijać. To co jednak jest więcej niż możliwe do zrobienia, to swego rodzaju "Namiestnik do spraw". No, czyli, choć podchodzi mi do gardła na samą myśl o tym słowie, taki minister. Bleh. No trzebaby to lepiej opakować i nadać temu sens, ale myślę, że wybrawszy konkretne obszary działalności Leocji i przydzielenie im opiekunów, jest łatwiejsze do zrobienia, niż szukanie trzeciego gościa od wszystkiego. Kto wie, może z grona dwóch, trzech ministrów wyłoni się nowy Namiestnik wszystkomający. Zamiast szukać kogoś idealnego na całość, możemy poszukać kogoś idealnego na wycinek. Czcigodni Garamond i Romański też dzielą się obowiązkami, czyż nie?
Zgadzam się z Herr Grunerem, moim preferowanym rozwiązaniem byłoby "namaszczenie".
Ja poprzez "namaszczenie" rozumiem sytuację kiedy jeden z dwójki całkowicie opuszcza mikroświat. Innej opcji nie widzę, ale co ja tam wiem. ;)
I chciałbym zadań jeszcze jedno pytanko. Po kiego grzyba Wy się w ogóle nad tym zastanawiacie? Obaj panowie są w TOP25 aktywnościowym. Nie można wymagać czegoś czego sami nie dajecie. Mało tego, w "klasyfikacji" nie ma żadnego Leoty przed nimi, chyba, że Herr Vilarte do tego doliczyć.
Ja dla przykładu chętnie bym pomagał Leocji, w miarę możliwości oczywiście, ale sami wiecie, że czasem w pojedynkę to nie ma sensu nie w swojej piaskownicy. Dlatego ja zawsze dołączę do inicjatyw, ale na Matkę Prokrastynację dlaczego zawsze czekacie aż zrobi coś jeden z namiestników? Bolączką mikroświata jest multiobywatelstwo, bo to zakłamuje rzeczywisty stan osobowy. Czy Szanowni Santi, Ludwik, Józef Wilhelm, Ronon, Sophie, Fede, dla przykładu to Leoci? Ja powątpiewam, nie kojarzę by na arenie międzynarodowej usłyszeć od któregoś w tym momencie, że to Leota z krwi i kości wirtualnych. Z Waszym doświadczeniem Herr Oswaldzie, Herr @Apolinary Montserrat, Herr @Ignats ik Ruth, Herr @Zbyszko Gustolúpulo i w sumie niezdecydowana JKW @Karolina von Lichtenstein (która chyba obecnie i tak częściej kojarzona z Leocją niż Dreamlandem), że wymienię dla przykładu, to powinniście spokojnie ogarniać "LEOCJĘ 2030" w takim składzie. Tyle ode mnie. :)
1. W kontekście trzeciego namiestnika, oczywiście, biorę poprawkę na zagadnienia natury czysto osobistej. Jak mikroświat długi i szeroki, konflikty powodowane różnicami charakterów mają miejsce. Najbardziej przykrym przykładem jest niedawny konflikt w Bialenii, którą jeszcze niedawno wskazywałem jako wzór dobrej organizacji życia społecznego. Jaką jednak mamy alternatywę? Wieczną diarchię (a przez sześć miesięcy w roku monarchię)? Akt o formie rządu przewiduje oddanie sprawy pod rozstrzygnięcie Senatu, gdy palatium nie może dojść do porozumienia. Jak do tej pory, nigdy z niej nie skorzystaliśmy — zawsze wygrywał mniej lub bardziej zgniły kompromis — ale jest to mechanizm, który przy założeniu dobrej wiary wszystkich uczestników może zadziałać.
2. W przedmiocie programu, tak, żebyśmy dyskutowali o tym samym. Nie chodzi mi o plany legislacyjne — broń Matko Prokrastynacjo — ani o rozbudowane listy projektów, które ktoś zamierza osobiście zrealizować. Jesteśmy w mikroświecie w ogóle, a w Leocji w szczególe dla przyjemności. Sporządziliśmy sobie listę na kilkadziesiąt pozycji, do której prędzej czy później wrócimy stosownie do naszych chęci oraz umiejętności organizacyjnych. Podzielę się szalenie oryginalną obserwacją, że największą radość sprawia nam robienie tego, na co aktualnie mamy ochotę. Dotyczy to w równym stopniu mieszkańców, co namiestników.
3. Uważam jednocześnie, że powinniśmy regularnie (a wybory są ku temu doskonałą okazją) odbywać dyskusje na temat tego, jak powinna wyglądać Leocja w ciągu nadchodzących miesięcy. Czy powinniśmy poświęcić szczególną uwagę dzierżawom? Domknąć temat tablic rejestracyjnych? Pochylić się nad heraldyką osobistą? Rozwinąć narrację morską? (Przykłady od czapy). Tu chciałbym ponownie wskazać na przykład Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Siłą rzeczy, program występuje tam w formie pacta conventa — ostatnie podpisano w grudniu. Przedstawia ogólny kierunek. Nic dalekosiężnego ani tytanicznego; ot, wskazanie akcentów. W kontekście leockim istotne — dla mnie — byłoby udzielenie odpowiedzi na pytania o kontynuację lub zmianę dotychczasowego „globalizacyjnego” kursu oraz politykę nadawania obywatelstwa — kontynuacji lub zmiany polityki otwartych drzwi. Zapewne warto byłoby także znać wizję kandydata w odniesieniu do polityki braku polityki karnej w świetle tego, że w Leocji zamiast ustaw mamy namiestników. Jestem pewny, że inni mieszkańcy mogliby zadać inne pytania, na które chcieliby poznać odpowiedzi.
4. W żadnym razie nie poszukujemy kogoś, kto zajmie się wszystkim, a już na pewno nie zagadnieniami informatycznymi. Ten zakres kompetencji w mikronacjach jest deficytowy i fakt, że w Leocji akurat obydwaj namiestnicy jakoś (to znaczy jeden doskonale, drugi jakoś) ogarniają temat to, po prostu, sprzyjający splot okoliczności. Nie potrzebujemy ani drugiego Garamonda, ani drugiego Romańskiego (pisanie o sobie w trzeciej osobie, brr). Potrzebujemy dodatkowych gospodarzy, o właściwych dla nich obszarach zainteresowań, umiejętnościach i pomysłach. Żadnych „pełnych etatów”.
5. Czy ci gospodarze będą dodatkowymi namiestnikami czy kapitanami — do ustalenia. Odnoszę jednak, być może błędne, wrażenie, że w obecnym modelu ustrojowym „czekanie na namiestników” jest naturalną, domyślną postawą. Oczywiście, chciałbym, aby to uległo zmianie, ale zamiast liczyć na zmianę natury ludzkiej, wolałbym jednak dokonać zmiany ram, w których, jako społeczność, funkcjonujemy…
6. Przypadek, w którym jeden z namiestników opuszcza mikroświat całkowicie, mamy już unormowany. Wówczas pozostały namiestnik, po zasięgnięciu opinii Senatu, wyznacza następcę. (Nawiasem pisząc, Czcigodny Franklin Garamond mógł wielokrotnie uruchomić tę procedurę). Ale po co o tym rozmawiać…
(—) prokr. Hweltywk Romański, RkORF · LAN
Namiestnik № 2 Palatynatu Leocji
Dyniowy Padawan LEOCKA PARTIA FASZYSTÓWJĘZYKOWYCH
Nikogo się nie ściga, ale wszystkich się poprawia, bo tak nakazują
wewnętrzna potrzeba, poczucie sprawiedliwości i wyznawany porządek rzeczy. IGNATS IK RUTH
Nawet podczas realiozy sprawdzam skrzynkę helwetyk@gmail.com
A to nie rola senatu? A co by było jakby to senat wyznaczał cele dla Leocji, ale i dla namiestników z listy kilkudziesięciu, o której pisał Herr Romański? Nie ma nic prostszego. Tak jak Leocja lubi.
Plan macie, nawet bardzo rozległy, ale niech senat ustala priorytety i to nawet niekoniecznie objęte czasowo, ale po prostu co ma być realizowane w pierwszej kolejności, a namiestnicy będą częściowo lub w całości się do tego ustosunkowywać (czyt. działać).
Czy to nie sama idea w sobie dla istnienia senatu?
Zamierzałem odpowiedzieć przedmówcom, ale przyszły mi dwie refleksje i zamiast kontynuować to nieco bezcelowe roztrząsanie możliwych rozwiązań i ich aspektów w najmniejszych detalach. Otóż pomyślałem o dwóch rzeczach. Po pierwsze, dotarło do mnie, że to, co próbujemy tu rozwiązać, to po prostu stary jak mikroświat problem aktywności. Po drugie, że tradycyjnie weszliśmy głęboko w detale, podczas gdy z racji rangi problemu - a aktywność jest fundamentalnym zagadnieniem w mikronacjach - powinniśmy zrobić krok wstecz, spojrzeć na temat szerzej i trochę nad tym wszystkim pofilozofować.
Tego filozofowania na drodze ku ustaleniu rozwiązań problemów jest w mikronacjach zdecydowanie za mało. Owszem, analizujemy problemy, ale nie sięgamy do naprawdę głębi poruszanych spraw. Bo kto w kontekście aktywności zastanawia się nad tym jak funkcjonują społeczności internetowe? Albo jak mentalność mikronautów, ich utarty sposób myślenia o zarządzaniu państwem wirtualnym krępuje znajdowanie odpowiednich rozwiązań? Większość Leotów i naszych regularnych gości to w mikronacyjnych standardach po prostu dziadowie - doświadczenia i wiedzy nam nie brakuje, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by zastanowić się nad poważnymi sprawami naprawdę głęboko.
Przede wszystkim należy podkreślić, że takie pogłębione rozmyślanie odbyło się u zarania Leocji. Dało owoc w postaci "nowego gatunku" wirtualnego państwa - mniej spętanego usilną chęcią kopiowania państw realnych 1 do 1, bo "tak byłoby fajnie". Leocja wyrosła z pewnej filozofii i postawiła na maksymalną prostotę, by przebywanie tu nie było obowiązkiem, by administracji było jak najmniej. I dobrze - jak wspomniałem, gros Leotów to mikronacyjni Matuzalemowie, życie prywatne często nie pozwala im na poświęcanie większej ilości czasu na zabawę, więc każda ograniczenie czasu na "robotę" jest mile widziane. Skoro więc raz już ktoś uznał, że "to trzeba na spokojnie, usiąść, pomyśleć", to może zróbmy to ponownie?
Bo wiecie, mikronacje to jest taki temat, że nawet legendarny przecież Helwetyk Romański, Gandalf polskich państw wirtualnych, nie odkrył idealnego przepisu na tę zabawę. Mamy mnóstwo projektów, które chcemy zrobić, a jeszcze więcej zadań, których realizacja jest przykrą koniecznością. To jeszcze mocniej ogranicza nam pole manewru przy decydowaniu co robić i jak robić, zmusza do drogi na skróty i doraźnych decyzji, których skutki gryzą nas w dupę kilka miesięcy później. Ale gdyby zmienić podejście do rozwiązywania problemów i planowania zadań u absolutnych podstaw, przyjąć inną mentalność, to istnieją szanse, że pewne dyskusje byłyby krótsze i szybciej docieralibyśmy do sedna sprawy - po prostu dzięki temu, że lepiej rozumielibyśmy wymogi i założenia tej zabawy. Nie potrzebujemy jedynie rozwiązań problemów - potrzebujemy filozofii rozwiązywania problemów, filozofii prowadzenia mikronacji.
No więc jeśli się zastanowimy, to mikronacje składają się z dwóch rzeczy: społeczności i symulacji. Nie lubię tego drugiego słowa, bo sugeruje, że musimy wiernie odwzorowywać państwa realne, podczas gdy jest to droga do przepaści, no ale na chwilę możemy to słowo przyjąć za odpowiednie. Jeśli chcemy choćby częściowo ugryźć tak gargantuiczny problem jak aktywność w mikronacjach, to musimy te dwa filary zrozumieć dobrze. Kto wie, może dojdziemy do wniosku, że po prostu źle rozumiemy aktywność i dlatego przez ponad 20 lat nie potrafiliśmy jej odpowiednio kultywować?
Jeśli chodzi o filar pierwszy, to mam wrażenie, że często zapominamy o tym, że jesteśmy społecznością internetową, jak każda inna. Mamy ograniczony czas na przebywanie w internecie. Są wśród nas influencerzy, są followersi, są wreszcie milczący lurkerzy. Są starsi i młodsi. Są zainteresowani wszystkim i są zainteresowani wąskim wycinkiem. Są utalentowani mniej lub bardziej. A wybrzydzać nie możemy, bo jest nas mało. Ponadto podlegamy dziennym, tygodniowym, rocznym czy jakimkolwiek innym okresowym falom aktywności. Zazwyczaj bywamy tu wieczorami, częściej w weekendy niż, a najmocniej aktywność rośnie jesienią, wszyscy to wiemy. Lata z kolei to flauta, czasem niemal śmiertelna. Z tych i wielu innych powodów, które nam do głowy nie przyjdą, bo nie jesteśmy specami od zarządzania społecznością w sieci, podlegamy tym samym mechanizmom, co media społecznościowe. Nie mamy zasobów, by zarządzać tą zabawą jak Facebook czy Twitter, lub dbać o społeczność jak jakiś popularny influencer, ale pewne możliwości mamy, a i tak ignorujemy ten obszar. Wiem, że zajęcie się tym oznacza pracę - być może zajęcie się menu strony głównej i poradnikami, być może rozkręceniem profilu Twitterowego, być może inną - i że nikomu się nie chce, ale też nie spodziewajmy, że coś się zmieni, jeśli nie ruszymy z tym. Nic się nie zmienia, jeśli nic się nie zmienia ;) A pewne rzeczy można zrobić naprawdę nie tak dużym nakładem pracy, wcale też nie trzeba mieć umiejętności dorównujących naszym tytanicznym Namiestnikom.
Co do filaru drugiego, to głównym grzechem w jego zakresie jest to, że mikronacje wciąż zapominają, że nie są państwami realnym - nie mają budżetów, nie mają podatników, nie mają narzędzi administracji, nie mogą nic wymusić na obywatelach, etc., etc. Mimo to od lat kopiowane były narzędzia z reala, bo, jak wspomniałem, "tak fajnie". Kojarzycie mema z gościem jadącym na rowerze i wkładającym sobie samemu kij w szprychy? No, to my, mikronauci. Nie szukamy rozwiązań, które byłyby dobre w wirtualu, zawsze porównujemy się do reala. Leocja jest o tyle inna od innych krajów, że dzięki doświadczeniu i odrobinie rozsądku Ojców Założycieli jest państwem nowej generacji, stawiającym akcenty inaczej. W Leocji ma być przede wszystkim zabawa, a narzędzia władzy to konieczność i wprowadza się je w ostateczności. Rozwiązania systemowe są odpowiedzią na problemy i potrzeby, a nie celem samym w sobie. To dobre rozwiązanie, ale powinniśmy pójść w jeszcze większą swobodę. Zlikwidować Namiestników i powołać Radę Naczelna? Można. Powołać zupełnie nowe ciało specjalistów dożywotnio zajmujących się różnymi obszarami? Można. Wprowadzić rotacyjnego naczelnika państwa? Można. Przywódca powoływany ad hoc? Można. Likwidacja Senatu i wprowadzenie dorocznego Sejmu ustalającego cele dla narodu? Można. A może jakieś plany pięcioletnie? Wszystko można. Pozwólmy sobie na wolność kreacji, a być może stworzymy rozwiązania, których nikt nigdy nie próbował - w realu i w wirtualu - a które będą dla nas idealne.
Dlatego zachęcam do zmiany mentalności, do zmiany podejścia do takich problemów, jak tu omawiany. Zamiast od razu szukać rozwiązań, zamiast od razu sugerować nowe narzędzia, zadajmy sobie kilka razy pytanie "dlaczego?", a być może dotrzemy do przyczyny źródłowej i osiągniemy lepsze rozwiązania. Być może te rozwiązania będą dla nas nieosiągalne, będziemy musieli się poddać i skorzystać tylko z tych doraźnych możliwości, ale dyskusja nic nas nie kosztuje, a przy okazji generuje aktywność ;) A jeśli uda się rozbić gigantyczny problem na drobne, to może go jakoś między siebie podzielimy i ogarniemy. Warto spróbować.
A co by było jakby to senat wyznaczał cele dla Leocji, ale i dla namiestników z listy kilkudziesięciu, o której pisał Herr Romański? Nie ma nic prostszego. Tak jak Leocja lubi.
W tym zakresie chciałem przeprowadzić pewien eksperyment. Nie wszystko, co znajduje się na liście kilkudziesięciu pozycji, sprawia wszystkim przyjemność. Eksperyment polegałby na tym, że z listy wybiorę kilka, kilkanaście pozycji, które chciałbym zrealizować (celowo piszę tu w liczbie pojedynczej, Czcigodny Garamond może mieć inną koncepcję), a które następnie zostałyby poddane pod głosowanie. Z tym, że pojawia się tutaj istotny mankament tego rozwiązania — nie uwzględnia ono projektów, na które nie mam ochoty. Z drugiej strony, narzucanie komukolwiek zadań byłoby, zwyczajnie, nieleockie (nawet: antyleockie). Stąd naturalny postulat tego, aby z propozycjami występowali również sami zainteresowani ich realizacją. Aktualnie — poszukiwani. 😉
[…]. Dlatego zachęcam do zmiany mentalności, do zmiany podejścia do takich problemów, jak tu omawiany. Zamiast od razu szukać rozwiązań, zamiast od razu sugerować nowe narzędzia, zadajmy sobie kilka razy pytanie „dlaczego?”, a być może dotrzemy do przyczyny źródłowej i osiągniemy lepsze rozwiązania.
W moim przypadku odpowiedź jest prosta. W mikronacjach jestem obecny najczęściej nie wieczorami (odnoszę się tylko do powyższego fragmentu, ale starannie przeczytałem całość), a za dnia, i nie weekendami, a w dni robocze. Ten czas dzielę między pracę i mikronacje. Jedna z tych rzeczy pozwala się utrzymać, druga sprawia przyjemność. Co nie sprawia mi przyjemności, to siadanie do komputera po odpowiednio całym dniu lub tygodniu męczącej pracy. Kiedy taka nie jest, moje słupki są zadowalające. Kiedy jest, następuje od razu wychylenie w drugą stronę.
W przypadku Leocji zagadnienie wydaje mi się mocno punktowe. Mentalność, moim zdaniem, dobrze sobie przepracowaliśmy. Co wymaga zaadresowania to aktywność jakkolwiek rozumianych gospodarzy (celowo nie używam tutaj określenia „władz”, choć, oczywiście, w mikronacjach to synonimy).
Jak widać, miałem kolejną nieplanowaną, zdecydowanie niechcianą, dziesięciodniową przerwę, prawda…
(—) prokr. Hweltywk Romański, RkORF · LAN
Namiestnik № 2 Palatynatu Leocji
Dyniowy Padawan LEOCKA PARTIA FASZYSTÓWJĘZYKOWYCH
Nikogo się nie ściga, ale wszystkich się poprawia, bo tak nakazują
wewnętrzna potrzeba, poczucie sprawiedliwości i wyznawany porządek rzeczy. IGNATS IK RUTH
Nawet podczas realiozy sprawdzam skrzynkę helwetyk@gmail.com