
Z nowobrzeskiego rynku, gdzie trwają już przygotowania do jarmarku świątecznego, dla drogich czytelników „L'Osservatore Rotriano” recenzję pisze Pietro della Vardenga-Cino, korespondent z archipelagu sarmacko-leockiego.
Gdy zamawiałem piwo w ogródku barowym, czekając na emisję filmu, myślałem głównie o wygodzie związanej z tym, że na nowobrzeskim rynku można jednocześnie siedzieć przy piwie i oglądać dzieła z całego mikroświata na szerokim ekranie, wiszącym na jednej z kamienic. I to bez wychodzenia z baru. „Mistrz Teuton VI” miał być dla mnie czasoumilaczem podczas oczekiwania na spóźniony o kilka dni rejs rotryjskich linii lotniczych (jak się okazuje, rozkład państwa przekłada się na rozkład firm funkcjonujących w nim). Cóż bowiem ciekawego do powiedzenia może mieć praktycznie wymarła nacja, w której wskaźnik przyrostu naturalnego wynosi mniej niż 1 na kilka lat?

W Rotrii wydarzenia niespodziewane z reguły uznaje się za wolę Bożą. „Tak miało być”. Obejrzawszy film, zrozumiałem, że i w tym przypadku tak było – faktycznie opóźnienie Rotrian-Catholic Airlines było Boskim planem, który miał mi pozwolić zrozumieć, jak wielka, skryta moc tkwi w teutońskim lwie, który tylko czeka na odpowiedni moment w historii mikroświat, aby się przebudzić.
Fabuła filmu jest prosta. Czytelnicy zaznajomieni z teutońskim folklorem znają legendarną serię powieści z cyklu „Mistrz Teuton i jego uczeń”, pisanych przez różnych Teutończyków na przestrzeni lat. Występujący w nich pustelnik komentuje wydarzenia bieżące, udziela rad narodowi, krytykuje, chwali, wskazuje kierunki rozwoju i, najprościej mówiąc, uczy, jak to jest właściwie Teutończykiem być. Oczywiście, inny był Mistrz Teuton von Lichtensteina, o innych sprawach traktował z innej perspektywy Mistrz Teuton Hergemona. Autorów łączyła jednak autentyczna troska o rozwój Teutonii jako kraju i narodu.

Co w 2023 roku do powiedzenia może mieć Mistrz Teuton, który po raz pierwszy pojawia się na dużym ekranie. Okazuje się, że całkiem sporo. Fabuła jest prosta. Pewnej zimowej nocy do drzwi opuszczonego klasztoru puka @Izabela Trotylska. Relatywnie młoda osoba stara się zrozumieć, czym właściwie jest Teutonizm i co oznacza bycie dobrą Teutonką. @Ignats ik Ruth, opiekun Starego Wschodniego Domu w Leocji, bez szerszego komentarza daje jej adres klasztoru, chociaż ostrzega, że to podróż, która może wydawać się bez sensu.

Niestety, wygląda na to, że w klasztorze nikogo nie ma… Izabela, trochę zmęczona podróżą przez ośnieżone leockie wertepy, a trochę nie mogąc uwierzyć w to, że zmarnowała czas, postanawia jeszcze chwilę zostać przed drzwiami klasztoru. Chwila zamienia się w kilka dni, i to podczas najbardziej intensywnej śnieżycy roku.
Po siedmiu dniach i siedmiu nocach, gdy zziębnięta Izabela prawie postanawia zapomnieć o kwestii teutońskiej, nagle słyszy dźwięk otwieranych wrót. Okazuje się, że rezydent klasztoru chciał poddać ją testowi – „tylko osoby cierpliwe mogą być dobrymi Teutończykami”. Dziewczyna wzbudziła podziw Mistrza Teutona swoim uporem i wytrwałością, mimo trudnych warunków atmosferycznych. Postanowił więc poświęcić jej czas i dopuścić do najpilniej strzeżonych tajemnic w Srebrnym Rogu.
Gdy zamawiałem piwo w ogródku barowym, czekając na emisję filmu, myślałem głównie o wygodzie związanej z tym, że na nowobrzeskim rynku można jednocześnie siedzieć przy piwie i oglądać dzieła z całego mikroświata na szerokim ekranie, wiszącym na jednej z kamienic. I to bez wychodzenia z baru. „Mistrz Teuton VI” miał być dla mnie czasoumilaczem podczas oczekiwania na spóźniony o kilka dni rejs rotryjskich linii lotniczych (jak się okazuje, rozkład państwa przekłada się na rozkład firm funkcjonujących w nim). Cóż bowiem ciekawego do powiedzenia może mieć praktycznie wymarła nacja, w której wskaźnik przyrostu naturalnego wynosi mniej niż 1 na kilka lat?

W Rotrii wydarzenia niespodziewane z reguły uznaje się za wolę Bożą. „Tak miało być”. Obejrzawszy film, zrozumiałem, że i w tym przypadku tak było – faktycznie opóźnienie Rotrian-Catholic Airlines było Boskim planem, który miał mi pozwolić zrozumieć, jak wielka, skryta moc tkwi w teutońskim lwie, który tylko czeka na odpowiedni moment w historii mikroświat, aby się przebudzić.
Fabuła filmu jest prosta. Czytelnicy zaznajomieni z teutońskim folklorem znają legendarną serię powieści z cyklu „Mistrz Teuton i jego uczeń”, pisanych przez różnych Teutończyków na przestrzeni lat. Występujący w nich pustelnik komentuje wydarzenia bieżące, udziela rad narodowi, krytykuje, chwali, wskazuje kierunki rozwoju i, najprościej mówiąc, uczy, jak to jest właściwie Teutończykiem być. Oczywiście, inny był Mistrz Teuton von Lichtensteina, o innych sprawach traktował z innej perspektywy Mistrz Teuton Hergemona. Autorów łączyła jednak autentyczna troska o rozwój Teutonii jako kraju i narodu.

Co w 2023 roku do powiedzenia może mieć Mistrz Teuton, który po raz pierwszy pojawia się na dużym ekranie. Okazuje się, że całkiem sporo. Fabuła jest prosta. Pewnej zimowej nocy do drzwi opuszczonego klasztoru puka @Izabela Trotylska. Relatywnie młoda osoba stara się zrozumieć, czym właściwie jest Teutonizm i co oznacza bycie dobrą Teutonką. @Ignats ik Ruth, opiekun Starego Wschodniego Domu w Leocji, bez szerszego komentarza daje jej adres klasztoru, chociaż ostrzega, że to podróż, która może wydawać się bez sensu.

Niestety, wygląda na to, że w klasztorze nikogo nie ma… Izabela, trochę zmęczona podróżą przez ośnieżone leockie wertepy, a trochę nie mogąc uwierzyć w to, że zmarnowała czas, postanawia jeszcze chwilę zostać przed drzwiami klasztoru. Chwila zamienia się w kilka dni, i to podczas najbardziej intensywnej śnieżycy roku.
Po siedmiu dniach i siedmiu nocach, gdy zziębnięta Izabela prawie postanawia zapomnieć o kwestii teutońskiej, nagle słyszy dźwięk otwieranych wrót. Okazuje się, że rezydent klasztoru chciał poddać ją testowi – „tylko osoby cierpliwe mogą być dobrymi Teutończykami”. Dziewczyna wzbudziła podziw Mistrza Teutona swoim uporem i wytrwałością, mimo trudnych warunków atmosferycznych. Postanowił więc poświęcić jej czas i dopuścić do najpilniej strzeżonych tajemnic w Srebrnym Rogu.
Dalej jest klasycznie, po teutońsku: dużo śliwowicy i opowieści ze starszych i nowszych dziejów. „Mistrz Teuton VI” to kompendium historii teutońskiej w pigułce, od Arona, Hergoliena czy Berezyny, przez Teutoński Maj, a kończąc na Unii Niepodległych Państw. Nie oznacza to jednak, że film jest tylko dla Teutończyków szukających metod powtórki przed das Abiturem czy dla osób zafascynowanych rozwojem kwestii teutońskiej przez lata. To przede wszystkim pokazanie, jak przez lata na Pollinie wykuwano ideę tożsamości narodowej, jak się kształtowały ruchy niepodległościowe i skąd właściwie wynikał wieczny pęd do samodzielności. Mistrz Teuton opowiada nie tylko o Teutonii, ale też o Sarmacji, Wandystanie, Bialenii, Baridasie. O tym, czy w tyglu kultur można mieć wiele tożsamości. O centralizacji. O umieraniu i rodzeniu się na nowo. O wielu różnych kwestiach, ważnych dla każdego z nas jako członka pewnej społeczności.

Ucznia zastąpiła uczennica, która pilnie chłonie wiedzę, notuje i prowadzi wielodniowe konwersacje z różnorodnymi osobami. Przez duży ekran przewija się plejada gwiazd: @Ignats ik Ruth, @Joanna Izabela, @Andrzej Fryderyk, @Taddeo von H-P, Krzysztof Kwazi, Konrad von Staufen, Michael von Lichtenstein, Julia von Levengothon i wiele, wiele innych osób, pokazujących różne oblicza walki o swoją własną tożsamość oraz próbujących odpowiedzieć na pytanie, czy niepodległa Teutonia o niskiej aktywności jest gorszym zjawiskiem niż Teutonia aktywnie walcząca pod butem Sarmacji. Wydawałoby się, że konflikt napędzający drugi scenariusz byłby bardziej ożywczy dla obu stron. Jak jednak pokazują Teutończycy, nie każdy konflikt jest dobry. I nie zawsze gra „o aktywność” jest warta świeczki.
Ostatnia scena filmu pokazuje uroczystą inicjację @Izabela Trotylska jako najnowszej członkini rodu Harmeliuszowsko-Hergolienowego i potomkini wielu władców Teutonii, przy akompaniamencie hymnu narodowego. To symbol końca (procesu poznania) i początku (wykorzystania w praktyce poznanej wiedzy). Sposób zakończenia pozwala przypuszczać, że Teutonia jeszcze nie powiedziała swojego ostatniego słowa, a ryk teutońskiego lwa już niedługo rozbrzmi w mikroświecie. Nie bez przyczyny jednak Mistrz Teuton chciał przetestować przede wszystkim cierpliwość podopiecznej. Sensowne plany potrzebują czasu.
Od strony estetycznej bardzo przyjemne dzieło. Melodia hymnu Teutonii towarzyszy widzowi na początku i na końcu, chociaż ktoś mógłby kiedyś w końcu napisać do niej jakieś słowa. Faktem godnym odnotowania pozostaje spór o uczennicę, który spowodował, że po raz pierwszy Mistrz Teuton jest jedynym bohaterem tytułowym. Chociaż na przestrzeni lat czytaliśmy dzieła spod szyldu „Mistrz Teuton i jego uczeń”, to progresywizm obecny m.in. w Sarmacji czy Lumerii sprawił, że reżyser zdecydował się na zmianę płci młodej osoby czerpiącej z wiedzy pustelnika. Dla mnie jako Rotryjczyka takie działanie nie ma większego sensu, ale pozostaje cieszyć się tylko, że nie zastąpiono mistrza mistrzynią. Już teraz Teutończycy mają na tronie po raz pierwszy w historii kobietę, wystarczy tej postępowości. Niemniej jednak wymiana ucznia na uczennicę wywołała kontrowersje w bardziej tradycyjnych kręgach teutońskich, co skończyło się tym, że mamy „Mistrza Teutona VI”, zamiast „Mistrza Teutona VI i jego uczennicy”.

Czego Rotryjczycy mogliby się nauczyć z tego filmu? Przede wszystkim, że nie ma co dramatyzować, gdy na forum nie ma aktywności przez kilka lat. Ważne, że – jak w Teutonii czy Dreamlandzie – jest ktoś, kto opłaca serwer i czuwa nad prawidłowością działania hostingu. Aktywność przyjdzie sama z siebie, budzona poczuciem tożsamości narodowej i chęcią wspólnego podziałania w miłym, sympatycznym gronie ludzi, których po prostu się lubi. Jak jest zresztą też w Leocji.

Ucznia zastąpiła uczennica, która pilnie chłonie wiedzę, notuje i prowadzi wielodniowe konwersacje z różnorodnymi osobami. Przez duży ekran przewija się plejada gwiazd: @Ignats ik Ruth, @Joanna Izabela, @Andrzej Fryderyk, @Taddeo von H-P, Krzysztof Kwazi, Konrad von Staufen, Michael von Lichtenstein, Julia von Levengothon i wiele, wiele innych osób, pokazujących różne oblicza walki o swoją własną tożsamość oraz próbujących odpowiedzieć na pytanie, czy niepodległa Teutonia o niskiej aktywności jest gorszym zjawiskiem niż Teutonia aktywnie walcząca pod butem Sarmacji. Wydawałoby się, że konflikt napędzający drugi scenariusz byłby bardziej ożywczy dla obu stron. Jak jednak pokazują Teutończycy, nie każdy konflikt jest dobry. I nie zawsze gra „o aktywność” jest warta świeczki.
Ostatnia scena filmu pokazuje uroczystą inicjację @Izabela Trotylska jako najnowszej członkini rodu Harmeliuszowsko-Hergolienowego i potomkini wielu władców Teutonii, przy akompaniamencie hymnu narodowego. To symbol końca (procesu poznania) i początku (wykorzystania w praktyce poznanej wiedzy). Sposób zakończenia pozwala przypuszczać, że Teutonia jeszcze nie powiedziała swojego ostatniego słowa, a ryk teutońskiego lwa już niedługo rozbrzmi w mikroświecie. Nie bez przyczyny jednak Mistrz Teuton chciał przetestować przede wszystkim cierpliwość podopiecznej. Sensowne plany potrzebują czasu.
Od strony estetycznej bardzo przyjemne dzieło. Melodia hymnu Teutonii towarzyszy widzowi na początku i na końcu, chociaż ktoś mógłby kiedyś w końcu napisać do niej jakieś słowa. Faktem godnym odnotowania pozostaje spór o uczennicę, który spowodował, że po raz pierwszy Mistrz Teuton jest jedynym bohaterem tytułowym. Chociaż na przestrzeni lat czytaliśmy dzieła spod szyldu „Mistrz Teuton i jego uczeń”, to progresywizm obecny m.in. w Sarmacji czy Lumerii sprawił, że reżyser zdecydował się na zmianę płci młodej osoby czerpiącej z wiedzy pustelnika. Dla mnie jako Rotryjczyka takie działanie nie ma większego sensu, ale pozostaje cieszyć się tylko, że nie zastąpiono mistrza mistrzynią. Już teraz Teutończycy mają na tronie po raz pierwszy w historii kobietę, wystarczy tej postępowości. Niemniej jednak wymiana ucznia na uczennicę wywołała kontrowersje w bardziej tradycyjnych kręgach teutońskich, co skończyło się tym, że mamy „Mistrza Teutona VI”, zamiast „Mistrza Teutona VI i jego uczennicy”.

Czego Rotryjczycy mogliby się nauczyć z tego filmu? Przede wszystkim, że nie ma co dramatyzować, gdy na forum nie ma aktywności przez kilka lat. Ważne, że – jak w Teutonii czy Dreamlandzie – jest ktoś, kto opłaca serwer i czuwa nad prawidłowością działania hostingu. Aktywność przyjdzie sama z siebie, budzona poczuciem tożsamości narodowej i chęcią wspólnego podziałania w miłym, sympatycznym gronie ludzi, których po prostu się lubi. Jak jest zresztą też w Leocji.
Pietro della Vardenga-Cino, korespondent „L'Osservatore Rotriano” z archipelagu sarmacko-leockiego. Od ponad dekady krytyk kina i uczestnik międzynarodowego dyskursu filmowego. Kilkukrotny członek jury festiwalu w Port Auchan. Zwiedził mikroświat wzdłuż i wszerz, ale najwygodniej mu jest w Rotrii, z której nie zamierza się ruszać – nawet jeśli nie ma dostępu do jej forum.


