Nieprzebyty mrok. Przytłaczająca cisza. Lęk. Każda myśl tak ciężka, że ciągnęła coraz bardziej w otchłań. Krzyk tak przeraźliwy, jakby słychać było najgłębsze trzewia piekieł. Spoglądał na swoje ciało pośród bezkresnej nocy. Lśniła i mieniła się najczystszym blaskiem. Nagle wszystko to prysło i krzyki potępionych przerwał grzmot, który prosto uderzył w świetlistą postać Wilhelma. Ból tak na tyle realny że...

Rozejrzał się po pomieszczeniu w którym się znajdował. Była to nieduża kawalerka, niecałe 34 metry. Jedynym źródłem światła był ekran laptopa, który mienił się jasnoniebieskim blaskiem. Gdy już doszedł do siebie, chwycił butelkę wody i zaczął łapczywie pić. Niczym wędrowiec, który strudzony długą podróżą mógł w końcu zakosztować dobrodziejstwa jakim była zimna, przezroczysta ciecz.
Przysunął się do monitora swojego komputera jak statek, który zbliża się do portu prowadzony przez światło latarni morskiej. Elektroniczny, niezawodny i nieomylny zegar wskazywał 5:30. Było dużo za wcześnie ale od kilku tygodni zmaga się ze strzygą, która zmienia każdą podróż z Morfeuszem zmieniając każdy wytwór podświadomości w istny horror. Odstawił butelkę na bok.
Zarzucił na ramiona szlafrok, który zwinięty w kłębek leżał tuż obok laptopa. Nie chcąc rozmyślać nad sennym koszmarem mężczyzna począł przeglądać skrzynkę poczty elektronicznej. Kilka spraw związanych z firmą, kilka spotkań i to na co czekał. Dokładną lokalizację działki, którą miał otrzymać od władz Palatynatu Leocji.
Podniósł się i podszedł do uchylonego okna. Świeże powietrze i magiczny niemalże powiew morskiej bryzy było wszystkim czego potrzebował. Zerknął na senny jeszcze Nowy Brzeg.

7:30 w końcu wsiadł do swojego auta, które dostał od ojca na swoje 18 urodziny. "Czerwona strzała" miała już swoje lata jednak sentyment do tego auta był silniejszy i Wilhelm nie mógł od tak się go pozbyć. Przekręcił kluczyk w stacyjce. Włączył swoją ulubioną składankę, którą rozpoczynał utwór przy którym nie sposób było nie ruszyć w drogę.

Nie spieszyło mu się nic a nic. Jechał powoli, pokonując kolejne kilometry. Gdy dobra muzyka wybrzmiewa z głośników, a pogoda sprzyja jeździe to tylko prawdziwy amator nie docenił by tego. Jednak Wilhelm nim nie był. Choć zdarzały się sytuację gdy jego spokój przerywał dźwięk smsów wypisywanych przez jego najbliższą współpracownicę Annę. Była młoda i ambitna, wkładała w pracę całą siebie. Dlatego Wilhelm bez oporów mógł sobie pozwolić na ucieczkę w głuszę. Nie dziwił go fakt tylu wiadomości. Od kilu dni Wolfstruppe zaczęło projekt "Phantom", czyli protetyką. Pomysł zrodził się z zapotrzebowania na nowych operatorów. Wielu z nich, dobrych i solidnych specjalistów nie mogło wykorzystywać swoich talentów z powodu ran odniesionych podczas walki. Amputowane kończyny, nóg czy rąk skreślały ich nie tylko z listy płac ale także z listy życia codziennego. Dlatego też warto łączyć dobre z pożytecznym. Ale projekt "Phantom" to opowieść na inny czas.

Zaczął się rozpakowywać i rozstawiać pod pięknym, rozłożystym drzewem. To było coś niezwykłego. Wiedział, że wyspa jest niemalże dziewicza i nienaruszona jednak za każdym razem gdy bywał do takiego miejsca jak te gdzie ląd łączył się z morzem czuł jakby odkrywał wszystko na nowo.

-Pora brać się do roboty...- rzucił do siebie jakby rozkaz i odstawiwszy puchę z mielonką o dość wątpliwej konsystencji chwycił po namiot.
[CDN]

