Ostatnia część zjazdowej relacji - niedziela.
8:17 Hello everybody!
Okazało się, że z Piwskim odjechali również Filip i Taddeo. "Tacy to pożyją" - mandragor Pupka.
Wspomnienia minionej nocy i tego, co przegapiłem, jak spałem.
Pewien anonimowy trener poprosił Piwskiego o pokazanie włosów na klacie. "Jestem tak pijany, że mogę sobie na to pozwolić!".
Piwski zły na Namiestników za podanie mu pewnej informacji związanej z pewną personą.
Jedna z flag została zwinięta w sposób tak niechlujny, że osoba, która to robiła, została uznana przez Piwskiego za bandytę.
Podziwiam kolekcję piw i kiełbas przyniesioną z obrad do nas. W większości nie jest nasza. Jestem trochę przerażony, że Alfred spał tylko pół godziny. W sumie jak był do piątej rano...
Pogoda ładniejsza niż miała być. Pozytywne zaskoczenie zjazdowe.
8:47 Alfred wyraził oburzenie, że nikt mu nie przypomniał o znaczku. Cóż, odprowadzał Osobę Spoza Mikronacji, a potem zapomnieliśmy. Dobrze, że jest duży nakład. Rok temu było dużo gorzej.
9:22 Na posterunku Heinz i Ronon. Mile anegdotki wojskowe.
9:57 "Tu się pierdolnie jakąś narrację, tu terytorium zależne, tu Osiek..." - dyskusje o mapach.
10:01 Przybył Helwetyk, bo ktoś odjeżdża o 11, "o normalnej porze". Ktoś odjeżdża, ale o 11:25. "To mógłbym jeszcze godzinkę pospać, tak?" - głęboki zawód Namiestnika.
10:04 O Microsoft Flight Simulator:
"Bez mocnej grafiki, procka i dużej ilości RAMu to Ci nie pójdzie, bo się zadusi."
"No to zostają tylko szachy."
Alfred triggered.
10:07 Kto będzie odsypiać zjazd? Tylko złe odpowiedzi.
"No spać na zjeździe? Kto to widział?"
10:29 Pakowania czas. Rozstajemy się z domkiem. Źle nie było, chociaż jak to w opcji ekonomicznej nie było ogrzewania. Wiedzieliśmy, za co płaciliśmy, ale nie wiem, czy następnym razem nie wybiorę jednak pokoju. W takim chłodzie bałem się ubierać moją krotką piżamę...
10:34 Podczas zjazdu miała być szkolenie trenerów xperteleven, prowadzone przez Helmuta Walterycza. No właśnie. Miało.
10:39 Organizator nawalił, więc przypomniałem. Trwa skrócony kurs.

10:55 "Jak można zrobić kibel na kartę w zamkniętym ośrodku?"
"Trzeba być Toruniem."
11:04 Pole zjazdowe opuszczają Oswald i Heinz. Chwilę potem Alfred.
11:08 Pada deszcz.
"Z cukru nie jesteśmy."
"Jesteśmy z glukozy."
Żegnamy się z Rononem i Hewretem, udając się na miasto. Leocja nie zapomni Strażnikowi Kluczy zasług w udostępnieniu przestrzeni magazynowej. Nie musimy dźwigać bagażu. Jeden z Namiestników złośliwie stwierdził, że Leocja nigdy nie zapamięta. Niewdzięcznik! Sam wkładał swój bagaż! A mógł stać na tym deszczu...
11:33 Spektakularny sukces lumeryjskiej myśli technicznej: w restauracji, do której szliśmy, nie ma już wolnych stolików. Na szczęście były w lokalu obok.
11:47 Osoba Spoza Mikronacji zadowolona ze zjazdu. Miło słyszeć takie wieści!
12:36 Już po obiadku. Na dokładkę piwo. Niektórzy z niektórych wyrażają dezaprobatę wobec niektórych gatunków krajowego piwa.
13:21 Za godzinę pociąg. Trwają negocjacje, czy zamawiać Ubera, czy iść na piechotę. Po drodze trzeba bowiem odebrać bagaże.
13:27 Żegnamy Alojzego i zmierzamy ostatni raz do ośrodka. Większość jednak na piechotę.
14:25 Papa, Toruniu!! Trzeba wracać... Czemu tak krótko?!
Było bardzo dobrze. Frekwencja - niesamowita. W sumie na zjeździe pojawiło się 21 osób, w tym jedna spoza mikronacji. Więcej niż rok temu. Ogromny sukces!
Wydarzenia, jak widać po długości relacji, również dopisały. Nie wiem, czym zasłużyłem sobie na tak liczne uściski dłoni na koniec, ale dziękuję. Oby za rok było jeszcze lepiej!
Nie żeby coś, bardzo szanuję Toruń i w ogóle, ale za rok proszę o jakąś inną lokalizację, bo już nie będę w ogóle wiedzieć, jak wytłumaczyć, czemu jadę z tymi samymi kolegami do tego samego Torunia :P