Barka zbliżyła się do brzegu... wszyscy na pokładzie wypatrywali oznak życia na plaży...
... ale plaża była pusta, wokół widocznych zabudowań nie było widać "żywego ducha". Także ze statku bacznie obserwowano rozwój wydarzeń.
Mieszkańcy wyspy wyraźnie się pochowali... zresztą nie należało się temu dziwić, w końcu nasz statek jest wyraźnie uzbrojoną. Nie trzeba nawet lornetki by z kilometra zauważyć działa 5-calowe na dziobie i rufie, a przy użyciu zwyczajnej lornetki można wyraźnie rozpoznać stanowiska podwójnie sprzężonych dział 40 mm.
Trudno się dziwić pustce... przypływa obcy, nierozpoznany i uzbrojony statek, który rzuca kotwicę kilometr od brzegu i wysyła barkę desantową z uzbrojonymi ludźmi. Wyspa jest wyraźnie zamieszkana, z daleka widać kilka dużych budynków i wiele mniejszych, na przystani leżą łodzie wiosłowe, a teren jest wyraźnie w miarę zadbany.
Zbliża się moment desantowania... barka dotarła do plaży i otwiera się rampa...
... pierwsi na brzeg wychodzą "kontraktorzy" z Ronon Shield". Dowódca grupy wydaje polecenie by obecni cywile jeszcze pozostali na pokładzie.
Grupa "Ronon Shiled" wyszła na plażę... dalej nie widać żadnego ruchu. Jednak najwyraźniej wyspa jest zamieszkana, naprzeciwko miejsca lądowania widać jakieś stragany. Towaru na nich co prawda za bardzo nie ma, ale są skrzynki, pojemniki itd. Nie opuszczono tego "w panice", towar w większości zniknął, ale najwyraźniej jeszcze niedawno ktoś tutaj handlował... Zresztą mieli sporo czasu nasz statek widać było z daleka, a w związku nieznaną głębokością wody podpływaliśmy bardzo powoli i ostrożnie. Mieli pół dnia czasu...
"
Broń w gotowości, ale nie strzelać bez rozkazu" - pada komenda prowadzącego i grupa rusza powoli w głąb lądu. Zanim jednak zdążyli zrobić kilka kroków, przychodzi wiadomość ze statku: "
Widać ruch na zachód od Was, chyba jakiś pojazd... jakieś pół kilometra.".
Ledwo grupa skierowała się na zachód... słychać nerwowy głos marynarza: "
O cholera... to CZOŁG!!!".
"Kontraktorzy" zalegają na piasku...
"
Granatnik. Stanowisko za stertą opon. Namierz cel, ale nie strzelaj! Powtarzam. Strzelasz tylko na mój rozkaz!" - pada rozkaz dowódcy grupy.
Na statku rozlegają się dzwonki alarmu bojowego... "
Cała załoga na stanowiska bojowe!".
Marynarze z obsługi dział, którzy dotychczas ciekawie obserwowali rozwój wydarzeń z pokładu biegną na swoje stanowiska. Obsługi dział przygotowują się do otwarcia ognia...
Działonowy dziobowej 5-calówki rozkazuje załadować przeciwpancernym... całe szczęście, że taka amunicja w ogóle na okręcie jest. Niedużo, ale jest... co prawda większość amunicji to odłamkowo-burząca i przeciwlotnicza, ale na wszelki wypadek pewna ilość do ewentualnej walki z jednostką nawodną jest "w zapasie".
Do walki przygotowują się też stanowiska podwójnie sprzężonych dział przeciwlotniczych... jeżeli czołg odwróci się bokiem to i 40 mm wystarczy. Ale ich zadaniem to ewentualna likwidacja towarzyszącej piechoty, której jednak jeszcze nie widać... amunicyjni uzupełniają podajniki amuniją zapalnikami kontaktowymi (większość zapasu to jednak przeciwlotnicza).
Widać już towarzyszącą pojazdowi piechotę...
... ale otwarcie ognia z dział okrętowych ma nastąpić tylko na komendę dowódcy grupy na lądzie lub gdyby czołg otworzył ogień do statku.
Dowódca grupy "Ronon Shield" również obserwuje przez lornetkę zbliżający się pojazd...
... widać też kilku żołnierzy, ale są jeszcze zbyt daleko by rozpoznać mundury. Natomiast czołg zostaje rozpoznany bezbłędnie, stary MT-P2 produkowany przez Ronon Arms i dostarczany do Republiki palmowej, pod sam koniec jej istnienia, miał zastąpić starsze MP-P1.
Sytuacja staje się trudna... jednak
nie przybyliśmy tutaj walczyć. Dowódca grupy Ronon Shield jest starym, 50-letnim weteranem, służył w początkach Sił Zbrojnych RB w Wojskach Lądowych, był potem doradcą wojskowym w NUPIA i Federacji Brodryjskiej, ochraniał przez lata różne transporty broni eksportowanej do różnych krajów przez Ronon Shield i Ronon Air Tech, a całkiem niedawno walczył z komunistami na Wyspie Suderland. W zasadzie miał teraz zostać szefem filii RS w Palatynacie Leocji i "wylądować za biurkiem", ale po drodze trafiła mu się taka "ostatnia akcja".
Jak to najlepiej rozegrać? Trzeba zaryzykować i z nimi pogadać... inaczej za chwilę zaczniemy do siebie strzelać. Co prawda z okrętu mogą nas skutecznie wesprzeć ogniem, bo 5-calówki dadzą sobie z czołgiem radę, nawet jak mają jeszcze ich więcej, a 40-tki są w stanie "wymieść" piechotę - ale w końcu przybyliśmy tutaj w przyjaźni, a nie się nawzajem wystrzelać...
Trzeba zaryzykować... bo pojazd się zbliża i za chwilę z samych nerwów ktoś pociągnie za spust.
Dowódca wydaje polecenie by grupa Ronon Shield rozwinęła się tyralierą na plaży, ale nie przekraczała linii wyznaczonej przez skraj najbliższego budynku... W razie gdyby 40-stki otworzyły ogień muszą być poza zasięgiem rażenia odłamków.
Pada rozkaz: "
Broń w gotowości, ale nie celujcie do nich - nie prowokujemy starcia."
I dodaje:
"Idę z nimi pogadać, w razie gdyby zaczęli do mnie strzelać, granatnik wali do czołgu i wracacie biegiem na barkę pod osłoną naszych km-ów oraz ognia z okrętu i odpływacie".
Grupa zatrzymuje się na plaży, a dowódca rusza drogą w kierunku zbliżającego się czołgu i jego osłony...
Gdy pojazd zbliża się na kilkadziesiąt metrów ostentacyjnie odkłada całe uzbrojenie i czeka na reakcję "drugiej strony". Ma nadzieję, że jego postawa wyraźnie wskazuje na chęć rozmowy...
Chyba został zrozumiany... czołg zatrzymuje się, a zza niego wychodzi żołnierz z mundurze oficera armii Republiki Palmowej, teraz już widać to wyraźnie. Wszyscy żołnierze wokół czołgu mają mundury La Palma, choć uzbrojenie jest mieszane, widać byli naprawdę izolowani i mają tylko to co zdołali ze sobą przywieźć.
Oficer staje przed czołgiem i powtarza gest... ostentacyjnie odkłada na drogę pistolet i torbę (zapewne z granatami).
Obaj dowódcy zbliżają się do siebie...
Co mu powiedzieć? Jeżeli faktycznie opuścili La Palmę i przybyli tutaj gdy ich kraj upadł, to mówienie czegokolwiek o Leocji nic nie da... przecież wtedy jeszcze nie istniała. Powinni za to kojarzyć Bialenię, która dostarczała im sprzętu, nawet jak ten oficer w tym nie uczestniczył to musi o tym wiedzieć, musi wiedzieć skąd pochodzi ich sprzęt i uzbrojenie...
Zapada kłopotliwe milczenie... które przerywa dowódca "kontraktorów" przedstawiając się:
-
"Aleks Trent, Agencja Ronon Shiled z Republiki Bialeńskiej"
-
"Teniente Rafael Rodríguez, Fuerzas Armadas La Palma" - pada w odpowiedzi.
-
"Kojarzysz nazwisko Cristobal Cuchilla?" - próbuje dowódca RS.
-
"Tak..." - odpowiada z wahaniem "palmowy" porucznik.
-
"No to ON nas tutaj przysłał..." - wreszcie jakiś punkt zaczepienia...
c.d.n.